Maciej Kuchta i Gilbert Kolbe: Bo pielęgniarstwo jest mężczyzną

Aneta Sieradzka        15 lutego 2017        Komentarze (0)

Moimi rozmówcami są Gilbert Kolbe i Maciej Kuchta. Tych miłych, młodych mężczyzn poznałam na bloku operacyjnym. Są studentami drugiego roku pielęgniarstwa na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

– Student pielęgniarstwa? Ale naprawdę?

– Tak naprawdę.

– I nie żartujesz sobie ze mnie?

– Nie naprawdę studiuję pielęgniarstwo.

– Wow, podziwiam Cię.

– Dzięki, ja siebie też czasami 🙂

Dlaczego akurat pielęgniarstwo? Przez lata uważano, że to zawód wyłącznie zarezerwowany dla kobiet.

G.K.: Jestem na tym kierunku z potrzeby pomagania ludziom. W liceum zastanawiałem się jeszcze nad ratownictwem medycznym, jednak opieka nad moją chorą babcią skłoniła mnie do pójścia na pielęgniarstwo. Do dzisiaj nie żałuję. Jest to wspaniały zawód stwarzający wiele możliwości w rozwoju i pracy.

M.K.:  Na początku chciałbym  nakreślić jak to jest być studentem pielęgniarstwa, bo choć jest to coraz częściej spotykane, że w tym zawodzie można spotkać mężczyznę, to jednak nadal budzi dość spore zdziwienie i fascynację. I jak zawsze w życiu również i tutaj, są plusy i minusy.

To od czego zaczynamy?

M.K.: Aby skończyć miłym akcentem zacznę może od minusów, a plusy zostawię na sam koniec.

Muszę dodać, że wszystkie spostrzeżenia są moje i jest to forma wyrażenia mojego zdania na jakiś temat. Nie chcę tutaj generalizować i mówić, że tak jest zawsze.

Jednym z największych minusów jakie są, to chyba przekonanie, które zagnieździło się w głowie Polaków, że pielęgniarstwo jest zawodem przeznaczonym jedynie dla kobiet. I racja kiedyś tak może  było, ale czasy się zmieniają przez co zmieniają się też schematy, stereotypy i przede wszystkim zapotrzebowanie.

A jak to jest, być rodzynkiem wśród tylu dziewcząt?

G.K.: Bycie jednym z kilkunastu chłopaków na roku jest ciekawym doświadczeniem. W mojej grupie jesteśmy we dwóch, ale dziewczyny dobrze się z nami dogadują. Na początku trzeba było się przyzwyczaić, że rozmowy o paznokciach, zakupach i tego typu sprawach są na porządku dziennym.

MK Na początku było to trochę krępujące, szczególnie gdy miałem lepsze oceny, ale wraz z poznaniem grupy i ludzi to skrępowanie zanika i jest raczej czymś naturalnym. Czasem nawet koleżanki pomagają nam trochę 😉

Nie chcesz Gilbert powiedzieć, że dziewczyny nie mają innych zainteresowań?

G.K.: Nie, oczywiście, że nie. To w większości wspaniałe osoby, które nie są na tym kierunku z przypadku. Widać zaangażowanie i zainteresowanie, z jakim pracują na oddziałach i pomagają pacjentom. Empatia aż od nich bije. Nieprzypadkowo mówi się o pielęgniarkach jako o najlepszych żonach 😉

A jak traktują Was wykładowcy?

G.K.: Jeśli chodzi o stosunek wykładowców i prowadzących, to trudno ukryć, że z niektórymi przedmiotami jest łatwiej, ze względu na to, że wiele z nich jest prowadzone przez pielęgniarki, a one patrzą na nas, mężczyzn w mundurku pielęgniarskim, przychylnym okiem.  Tak samo jest, jeśli chodzi o resztę personelu w szpitalach. Ale nie mogę powiedzieć, że mogę się dzięki temu obijać, wręcz przeciwnie! Często to nas wołają, żeby pomóc w przeniesieniu cięższego pacjenta lub jakiegoś urządzenia.

M.K.: Ja postrzegam to jako plus 🙂 Jest lepsza komunikacja pomiędzy pielęgniarzem a personelem szpitalnym. Można to również zaobserwować w gronie studenckim, gdy między kobietami jest jakaś decyzja do podjęcia, to przydaje się męska stanowczość i pewność podjętych decyzji.

Mamy również większą wytrzymałość fizyczna. Większa siła oraz wytrzymałość  pozwala nam na wykonywanie cięższych prac bez negatywnych skutków, które odbijają się w przyszłości na zdrowiu. A poza tym są  wzrastające wraz ze zmianą oddziałów w czasie praktyk, propozycje pracy. Niedobór kadry męskiej powoduje, że mogę bezproblemowo wybrać na jakim oddzielę będę chciał pracować i wiem, że przyjdzie mi to dużo łatwiej. No i tak jak Gilbert wspomniał  wśród osób prowadzących zajęcia można czasami zaobserwować większą przychylność, a nawet gdzieniegdzie faworyzowanie w stosunku do studentów niż do studentek. I muszę tu przyznać, że to  ułatwia, a wręcz od czasu do czasu sprawia przyjemność w studiowaniu i motywuje  do dalszej pracy w roli pielęgniarza.

A pacjenci?

G.K.: Pacjenci za to bardzo często patrzą na nas jak na lekarza/studenta kierunku lekarskiego i muszę tłumaczyć im, że jestem przyszłym pielęgniarzem. A i tak większość pacjentów życzy mi na koniec zostania wspaniałym lekarzem.

M.K.: Pacjenci żyjąc w świadomości, że pielęgniarką może być tylko kobieta, widząc pielęgniarza zaczynają wchodzić w pewnego rodzaju barierę psychiczną. Dzieje się tak zapewne dlatego, gdyż jest to dla nich coś nowego i nie byli na to przygotowani. Każdy pacjent jest inny, dlatego nie chce tu generalizować. Zdarzają się  bowiem pacjenci bardzo zadowoleni i otwarci na pracę z mężczyzną.  Niestety, jednak częściej czuć pewien dyskomfort między pielęgniarzem a pacjentem. Może to wynikać też z tego, że kobiety są bardziej empatycznie nastawione do pacjentów. Ponadto moim zdaniem łatwiej jest przełamać takie emocję jak: wstyd, skrępowanie, brak pewności czy nawet zwykłe wyżalenie się w relacjach pielęgniarka-pacjent-pacjentka  niż pielęgniarz-pacjentka-pacjent. I to może mieć znaczny wpływ na pracę pielęgniarza i jakość pracy pielęgnacyjnej, badawczej, czy terapeutycznej.  Kobieta widząca młodego pielęgniarza może być do tego stopnia skrępowana czy zawstydzona, np podczas prostego badanie EKG, że wykonanie go będzie niemożliwe. Innym przykładem jest skrępowanie przy podawaniu wszystkich informacji podczas szczegółowego wywiadu z pielęgniarzem.

I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie, czy praca typowo pielęgnacyjna na oddziale jest idealna dla pielęgniarza? Czy może jednak są oddziały gdzie bardziej przydałaby się większa siła, inna odporność psychiczna czy też podejście do pacjenta.

Wybraliście już kierunek z dziedziny pielęgniarstwa?

M.K.: Ja już wybrałem i jestem tego pewien w 80% ale wiem że jeszcze sporo przede mną wiec nie chcę zamykać się na inne dziedziny. Chcę spróbować pracy na bloku jako instrumentariusz, ewentualnie po stronie anestezjologicznej.

G.K.: Aktualnie zamierzam rozwijać się w kierunku chirurgii (instrumentowania) oraz geriatrii. Pierwsza specjalizacja jest z pasji. Bardzo fascynują mnie operacje, szczególnie kardiochirurgiczne i to, jak wpływają na jakość życia pacjentów. To zawsze wielkie szczęście, gdy widzę na sali pooperacyjnej pacjentów, którzy są już po operacji i z wdzięcznością patrzą na nas i na naszą pracę. To daje bardzo pozytywnego „kopa”. Bardzo się cieszę, na samą myśl o byciu członkiem zespołu operacyjnego. Nie ukrywam, że tą pasje pomaga mi rozwijać Studenckie Koło Naukowe BeLivers pod Pani i Pana doktora Dariusza Wasiaka opieką. Pani, jako pielęgniarka instrumentariuszka, bardzo stara się zaszczepić w nas odpowiednie podejście do pracy, zainteresowanie, chęć do ciągłego rozwoju i nauki, właśnie jeśli chodzi o chirurgię, zwłaszcza transplantologiczną.

Dziękuję, to miłe słowa. A dlaczego geriatria?

G.K.: Natomiast, jeśli chodzi o drugą specjalizacje, to wynika ona wprost z tego, o czym mówiłem wcześniej – chęci niesienia pomocy i rozwijania geriatrii w Polsce. Moim celem jest podwyższenie poziomu opieki nad osobami starszymi i zapewnienie im oraz ich rodzinom pewności, że pod moim nadzorem na pewno wszystko będzie w możliwie najlepszym porządku. Uważam, że nadal istnieje za mało ośrodków, do którego można wysłać swoich bliskich w razie potrzeby i nie martwić się o ich stan, tylko odwiedzać ich, by po prostu przy nich pobyć, a nie sprawdzać, czy na pewno jest pod dobrą opieką. Tyle słyszy się o rażących zaniedbaniach w tego typu ośrodkach… to straszne. Takie miejsca powinny być raczej wzorem opieki nad drugim człowiekiem, a nie sposobem na szukanie oszczędności.  Jedno z moich marzeń to właśnie stworzenie Domu Spokojnej Starości z prawdziwego zdarzenia. Chciałbym, żeby osoby tam przebywające czuły stałą i pewną opiekę nad nimi. Żeby nie czuły się tam jak w więzieniu czy szpitalu, tylko jak w domu, gdzie nie będą ciągłymi gośćmi, ale domownikami. Chciałbym także zapewnić im towarzystwo, żeby nie czuli się odrzuceni i samotni. To właśnie te uczucia moim zdaniem powodują pogarszanie się stanu pacjentów w podeszłym wieku i je należy eliminować.

To bardzo trudna dziedzina. To interna szeroko rozumiana i jeszcze trochę…

G.K.: Drugim aspektem jest podejście do pacjenta geriatrycznego – musi być pełne zrozumienia, ostrożności i szacunku. Ci pacjenci są wyjątkowi, ze względu na to, że nie mają jednego typu chorób, jak na np. pulmonologii, tylko każdy pacjent ma inny „zestaw” dolegliwości. Do każdego trzeba podchodzić indywidualnie. Niektórzy są zmęczeni i potrzebują spokoju, a inni odwrotnie – potrzebują być aktywizowani. Mam ogromną nadzieję, że uda mi się spełnić moje marzenie i pozostawić po sobie pozytywny ślad w dziejach polskiego pielęgniarstwa.

Panowie rozmowa z Wami jest bardzo budująca i zmienia mój pogląd na ograniczenia płci w zawodzie pielęgniarki. Do tej pory myślałam, że owszem, oddziały zabiegowe, takie jak blok operacyjny są dobrym miejscem dla mężczyzny. Facet z facetem jakoś inaczej się dogaduje. Ale teraz widzę, że bardzo się myliłam, że mężczyzna może być świetnym opiekunem.

M.K.: Na zakończenie chcę dodać że mimo tego, że czasem jest nam łatwiej w niektórych pracach to nadal pielęgniarstwo jest czymś na swój sposób ciężkim dla mężczyzn i wiele się od niego wymaga. I czasem pewne rzeczy przychodzą nam  trudniej niż kobiecie. Mam też ogromną nadzieję, że będą o tym pamiętać osoby prowadzące zajęcia. Bo przecież jesteśmy tymi jedynymi  ‘’rodzynkami’’

Będę trzymała kciuki za powodzenie Waszych marzeń.

Rozmowę przeprowadziła Pani Marta Kotomska.

Dziękuję Wam serdecznie, A.

 

 

Serce w koszu. Blokowanie krajowej listy oczekujących na przeszczepienie.

Aneta Sieradzka        13 lutego 2017        2 komentarze

Mroźny poniedziałkowy poranek.

Stojąc dzisiaj w korku i rozmyślając o wiośnie, odbyłam ciekawą rozmowę z transplantologiem, chirurgiem.

Zapytał mnie… co zrobić z pacjentem, którego wzywamy do szpitala bo jest narząd, a pacjent mówi:

„NIE, dziękuję, dzisiaj dobrze się czuję i nie chcę mieć  przeszczepu.”

Co zrobić z takim pacjentem?

Świadoma zgoda pacjenta na zabieg jest fundamentalna w całym procesie leczenia i nie możemy nikogo zmusić aby np. poddał się przeszczepieniu narządu, nawet jeśli od wielu miesięcy widnieje w krajowej liście oczekujących na przeszczep, przeszedł etap kwalifikacji na którą wcześniej wyraził zgodę. Pacjent ma prawo w każdym momencie powiedzieć „nie.”

Pacjent, który trafia na krajową listę oczekujących na przeszczepienie (obecnie ponad 1.700 osób czeka w kolejce na nowy narząd) otrzymuje status na liście, w której wyróżniamy trzy kategorie:

aktywny ( czyli w pełnej gotowości do przeszczepu)

zawieszony ( np. ze względów medycznych chwilowo nie nadaje się do przeszczepienia)

zdyskwalifikowany (  bo np. zmarł)

Co robi lekarz? W praktyce bywa i tak, że pacjent, który został wezwany do przeszczepienia, a nie wyraża zgody otrzymuje status „zawieszony” i nadal widnieje na krajowej liście oczekujących, tym samym blokuje szansę innym, pomijając to, że wcześniej odebrał ją sobie sam.

Skreślić z listy.

Pacjent na etapie kwalifikacji podpisuje zgodę w której jest informacja o odstąpieniu od przeszczepienia więc jest dobrze poinformowany. Zgodnie z obecnymi procedurami pacjenta można i powinno skreślać się z krajowej listy oczekujących na przeszczepienie, jeśli sam deklaruje taką chęć i nadać mu status „dyskwalifikacja” a nie „zawieszony.”

Po co?

Po to aby nie blokował i nie odbierał szansy tym, którym na przeszczepieniu zależy i nie uzależnia przeszczepienia od stanu chwilowej poprawy zdrowia, co często ma miejsce, a pobrany narząd nie wylądował w koszu bo biorca się nie zgłosił. Każde pobranie narządu kosztuje, niemało. Do każdego przeszczepienia przygotowuje się zazwyczaj kilkanaście osób, co jest wyzwaniem logistycznym. W tej sytuacji, pacjent  powinien ponosić odpowiedzialność i być skreślony z listy.

A jak rodzina pacjenta mnie pozwie bo skreśliłem pacjenta z listy?

Na przykład. Pacjent zostaje dzisiaj wezwany do przeszczepienia. Odmawia bo dobrze się czuje lub ma tysiąc innych powodów bo np. jutro wyjeżdża na zaplanowane wakacje. Zostaje skreślony z listy. Za tydzień pacjent umiera. Rodzina się oburza i pozywa szpital i lekarza prowadzącego za to, że skreślił pacjenta z listy. Czy słusznie? NIE.

Analizując przepisy w tym zakresie, brak jest podstaw prawnych do wystąpienia z takim roszczeniem. Pacjent na każdym etapie leczenia wyraża zgodę, co ma później ważny walor dowodowy, patrząc z perspektywy, lekarza i szpitala, ale też pacjenta. Kiedy pacjent sam odmawia możliwości skorzystania z proponowanego mu zabiegu przeszczepienia, ta odmowa nie może być później podstawą do roszczenia, że odmówiono mu prawa do świadczenia medycznego.

Krajowa lista oczekujących na przeszczepienie, to nie zabawa w tzw. ”  widzi mi się” dzisiaj chcę, jutro nie. Pacjent, to nie tylko podmiot praw, ale także obowiązków. Dostęp do narządów w Polsce ma charakter deficytowy i nie zanosi się na poprawę, dlatego też koniecznym jest dyscyplinowanie pacjentów i konsekwentne działania po stronie personelu.

Odmowa pacjenta jest odnotowana w dokumentacji medycznej. I tutaj konieczne jest pisemne oświadczenie dla pacjenta o dobrowolnym skreśleniu z krajowej listy oczekujących na przeszczep, za co pacjent sam ponosi odpowiedzialność.

Transplantologia jest wyjątkowa, ale transplantologia to przede wszystkim ogromna odpowiedzialność, która spoczywa na lekarzach, o której pacjent zwykle myśli wtedy, kiedy zdarzy się niepowodzenie. Uczymy się od siebie tej odpowiedzialności- wzajemnie.

 

PS. Lekarze zadają mi coraz trudniejsze pytania, ale jak ciekawe! 🙂

 

Izraelskie rozwiązania w polskim prawie. Czy to jest możliwe?

Aneta Sieradzka        02 lutego 2017        Komentarze (0)

Israel Transplant Law – Organ Transplant Act, 2008 czyli popatrzmy na rozwiązania w izreaelskim prawie w transplantacji 🙂

Dzisiaj na blogu chciałam zwrócić uwagę na jedną zasadę obowiązującą w izraelskim prawodawstwie w zakresie transplantacji, która stanowi, że:

” jeśli jesteś przeciw transplantacji narządów i nie chcesz być potencjalnym dawcą narządów to w sytuacji, kiedy będziesz potrzebował przeszczepu to nie otrzymasz narządu w Izraelu”

Powiedziałby ktoś, że to kontrowersyjne rozwiązanie? Nie. Czytelne i proste. Nie ulega wątpliwości, że nasza polska ustawa transplantacyjna wymaga sporo zmian, nie tylko kosmetycznych, ale i gruntownych. Warto rozważyć rozwiązania przyjęte i z powodzeniem funkcjonujące w innych krajach.

  • W następnym wpisie, zabiorę moich Czytelników do Singapuru i przyjrzymy się The Human Organ Transplant Act

Debata Kobiet. Debata o transplantologii w TVN24 bis

Aneta Sieradzka        01 lutego 2017        Komentarze (1)

W dniu dzisiejszym miałam przyjemność wziąć udział w Debacie Kobiet w TVN24 bis.

W debacie wzięły udział kobiety związane z transplantologią, Pani Profesor Alicja Chybicka, której nikomu chyba przedstawiać nie trzeba, Pani Dorota Ligęza – pacjentka po transplantacji nerki, która pochodziła od żywego dawcy, Pani Aleksandra Tomaszek – pielęgniarka (koordynator transplantacyjny).

W Polsce spada liczba przeszczepów, a bardzo niezadowalające wyniki i nieadekwatne do potrzeb występują wśród przeszczepień, gdzie narząd pochodzi od żywego dawcy. Dlaczego tak się dzieje? Czy  prawo nie nadąża za rozwojem transplantologii?

W debacie poruszono kwestię niedojrzałości naszego społeczeństwa w zakresie donacji narządów bo transplantologia wciąż jest wrażliwym tematem (dla mnie zupełnie niezrozumiałe), a także kwestię oświadczenia woli, sprzeciwu, żywego dawstwa narządów, procedur.

Poniżej w punktach podejmę próbę podsumowania debaty, patrząc z perspektywy prawnej:

  • każdy z nas jest potencjalnym dawcą narządów o ile za życia nie zgłosił skutecznego sprzeciwu (pisemny sprzeciw złożony w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów prowadzony przez Poltransplant)
  • lekarze i personel medyczny, nie mają obowiązku pytać rodzinę zmarłego, czy wyraża zgodę na pobranie narządów;
  • rodzina zmarłego nie jest dysponentem ciała ich bliskiego zmarłego;
  • rodzina ma prawo do pochówku (nie ma obowiązku)
  • ciało ludzkie nie ma statusu rzeczy w świetle prawa więc poza nami samymi, nasi najbliżsi nie mogą nim rozporządzać po śmierci;
  • oświadczenie woli: w świetle prawa jest nieważne, niemniej w naszym społeczeństwie prowadzona jest polityka informacyjna o donacji narządów i zachęcająca do podpisywania oświadczeń woli po to aby było przyczynkiem do podjęcia dyskusji, wyrażenia poglądów na temat dawstwa narządów wśród członków rodziny, znajomych, najbliższych itd., niekiedy też ułatwiają podjęcie rozmowy z rodziną zmarłego;
  • definicja śmierci mózgu jest zdefiniowana i umocowana prawnie;
  • procedury są sformalizowane i przejrzyste (rejestry prowadzone przez Poltransplant)

Dlaczego jest zatem mało przeszczepów?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna bo składa się na to szereg czynników, oto niektóre z nich:

  • zmienił się profil polskiego pacjenta: społeczeństwo/pacjenci są coraz bardziej wymagający – i słusznie;
  • zaufanie społeczeństwa do ochrony zdrowia jest słabe, co niestety też przekłada się na transplantologię, a media nie zawsze w tym pomagają,
  • inwestowanie w psychologów (!) braki personalne: brak dostępu do wykwalifikowanych psychologów w szpitalach bo tych specjalizujących się w psychotransplantologii mamy tylko w Polsce…dwóch w tym jeden dla pacjentów pełnoletnich dr Mateusz Zatorski! Niedostateczna ilość koordynatorów transplantacyjnych, braki anestezjologów;
  • mało efektywny system kwalifikacji pacjentów w przypadku pacjentów dializowanych, postulowana zmiana to przeniesienie procedur kwalifikacji ze stacji dializ do ośrodków transplantacyjnych
  • długi czas kwalifikacji do przeszczepu w większości przypadków, bo mało który pacjent ma to „szczęście”, że podczas pobytu w szpitalu przechodzi kompleksową diagnostykę; większość pacjentów przez wiele miesięcy oczekuje w kolejce do poszczególnych specjalistów na wizytę w ramach NFZ, co przekłada się na dłuższy czas oczekiwania na przeszczep;
  • rozważenie legalizacji żywego dawstwa nieadresowanego na wzór USA, Kanady, Australii, Holandii, Hiszpanii
  • rozważenie komercyjnej kwalifikacji jako alternatywnej- pacjent z pakietem wykonanych badań w niepublicznej jednostce, trafia do ośrodka transplantacyjnego – co nie wydłuża okresu kwalifikacji. Praktyka pokazuje, że obecnie część pacjentów korzysta z odpłatnych wizyt u specjalistów (np. kardiologa) aby nie czekać kilka miesięcy w kolejce. Skoro akceptujemy system mieszany czyli kwalifikację NFZ-komercyjną bo niekiedy ma ona miejsce to dlaczego nie stworzyć alternatywnego rozwiązania dla grupy pacjentów, którzy mogą wykonać zakres wymaganych badań poza ośrodkiem transplantacyjnym? Docelowo rozszerzyć grupę podmiotów zajmujących się kwalifikacją do przeszczepu?
  • wzmocnienie współpracy pomiędzy ośrodkami zajmującymi się przeszczepianiem od żywych dawców,
  • inwestowanie w zespoły interdyscyplinarne bo zespół to nie tylko chirurg plus pielęgniarka;
  • zmiany w sposobie finansowania w zakresie pobierania narządów przez zespoły transplantacyjne,
  • brak systemu aktywizacji pacjentów po transplantacji.

… to tylko wybrane przykłady, które wymagają usprawnienia. System formalno-prawny przeszczepiania narządów wymaga nieustannych zmian i dostosowywania go do potrzeb medycyny. Możemy zbyt często obserwować w praktyce, że to medycyna musi  dopasowywać się do nieefektywnych rozwiązań formalnych, w konsekwencji to wszystko przekłada się na wydłużający czas oczekiwania na przeszczep, wydłużającą się listę oczekujących na przeszczepienie i dyskomfort pacjenta. I nie pomoże tu nawet deklaracja całej populacji naszego społeczeństwa o chęci darowania narządu, jeżeli rozwiązania systemowe będą obarczone wadą nieefektywności. A każdy krok w stronę liberalizacji prawa w medycynie, wymaga szczególnego ukierunkowania na wysokie względy etyczne.

Dziękuję moim rozmówczyniom za ciekawą dyskusję. A całość dyskusji możesz obejrzeć TUTAJ.

Handel narządami. Polska i reszta świata.

Aneta Sieradzka        29 stycznia 2017        Komentarze (0)

Nie mam telewizora. Nie oglądam telewizji. ALE. W minionym tygodniu na zaproszenie Telewizji Polskiej wzięłam udział w programie Pytanie na Śniadanie, w trakcie którego rozmawialiśmy z byłym oficerem CBŚ o skali procederu jakim jest handel narządami na świecie. Telewizja rządzi się swoimi prawami i rozmówcy mają ograniczony czas na wypowiedź. Dlatego też, tutaj na blogu chciałabym rozwinąć i odnieść się do dyskusji, która miała miejsce w programie śniadaniowym.

  • Handel narządami w Polsce nie występuje. Wystarczy sięgnąć do statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczących wyroków skazujących za przestępstwo handlu narządami – takich skazań nie ma (analiza akt).
  • Zamieszczanie ogłoszeń, także w internecie o chęci sprzedaży narządu jest KARALNE (kara grzywny, ograniczenia wolności, pozbawienie wolności do roku -> art. 43 Ust.transpl.
  • Każdego roku w Polsce odnotowuje się kilka wyroków skazujących za zamieszczenie ogłoszenia o chęci sprzedaży narządu- skala tego zjawiska jest mikroskopijna. Pobudki jakimi kierują się ludzie zamieszczający takie ogłoszenie to zazwyczaj chęć zarobienia szybko i „łatwo” pieniędzy, niski status społeczny, trudna sytuacja materialna w jakiej znalazła się osoba zamieszczająca ogłoszenie, brak wiedzy w zakresie odpowiedzialności za taki czyn oraz brak elementarnej wiedzy na temat skomplikowanego procesu przeszczepiania narządów (analiza akt).
  • Internet jest monitorowany pod kątem zamieszczanych ogłoszeń o chęci sprzedaży narządu przez: Komendę Główną Policji, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i inne jednostki zajmujące się przestępczością zorganizowaną.
  • POLTRANSPLANT monitoruje i koordynuje proces przeszczepiania narządów, między innymi za pomocą takich narzędzi jak rejestry. Każdy pobrany i przeszczepiony narząd, tkanka czy komórka jest odnotowana w rejestrze do którego dostęp mają wybrane osoby ( np. lekarz czy pielęgniarka(koordynator transplantacyjny)w poszczególnych ośrodkach transplantacyjnych. Jeżeli zachodzi uzasadnione podejrzenie co do nieskazitelności osoby, która ma dostęp do rejestru lub wobec takiej osoby toczy się postępowanie np. przed szpitalną komisją bioetyczną czy postępowanie karne, a nawet z powództwa cywilnego – taka osoba traci dostęp do rejestru, np. krajowej listy osób oczekujących na przeszczepienie czy rejestru żywych dawców.
  • W Polsce mamy wykształcony i dostępny powszechny system opieki zdrowotnej, transplantacje odbywają się wyłącznie w publicznych jednostkach, które są monitorowane i związane szeregiem obostrzeń, które zobligowane są przestrzegać.
  • Polska jest związana prawodawstwem międzynarodowym (konwencje, protokoły, dyrektywy), które implementuje i których przestrzega. Zobacz: Zakaz komercjalizacji transplantacji
  • Polska współpracuje z instytucjami i komórkami unijnymi i międzynarodowymi w zakresie nie tylko jakości, ale przede wszystkim bezpieczeństwa w transplantologii. Zobacz. Proceder handlu.
  • System przeszczepiania narządów jest szczelny, przejrzysty i równy dla wszystkich. Przepisy penalizujące zjawisko handlu narządami, uczestnictwo czy pośrednictwo w tym procederze są jedne z bardziej restrykcyjnych na świecie.
  • Polska transplantologia jest BEZPIECZNA.

Co można poprawić?

  • Ratyfikować Konwencję z Santiago de Compostella z 2015 r., której celem jest zapobieganie oraz ograniczenie handlu narządami. Konwencja przede wszystkim ma na celu zapewnić ochronę poprzez  wprowadzenie środków zapobiegawczych, których celem jest zagwarantowanie równego dostępu do przeszczepów, a także usprawnienie wymiany informacji pomiędzy policją w poszczególnych krajach.
  • Implementować do ustawy transplantacyjnej rozwiązania zawarte w konwencji, np. w zakresie systemu pomocy i odszkodowań dla dawców/biorców (ofiar), którzy stali się uczestnikami nielegalnego procederu. Zobacz. Konferencja.
  • Wzmocnić i usprawnić współpracę na poziomie krajowym pomiędzy CBŚ, ABW, MZ, MSWiA, Poltransplantem w zakresie przeciwdziałania zjawisku handlu narządami.
  • Usankcjonować prawnie monitoring polskich obywateli, którzy mieli przeszczep za granicą. Polscy obywatele od lat przeszczepiają się poza granicami Polski, do czego mają prawo. O ile, kraje zachodnie Francja, Hiszpania, Wielka Brytania, Austria mogą nie wzbudzać podejrzeń, tak kraje w których regulacje prawne są liberalne albo ich brak lub system przeszczepiania narządów filtrowany jest przez władze rządowe np. Chiny to wówczas legalność zabiegu w takim kraju może budzić uzasadnione wątpliwości ( np. Ukraina, Kosowo, Turcja, Wietnam, Chiny, Pakistan, Irak).
  • Rozważyć odpłatną terapię immunosupresyjną dla pacjentów, którzy mieli przeszczep za granicą, a nie potrafią wykazać legalności dokonanego tam zabiegu.
  • Niezmiennie EDUKOWAĆ wszystkich

Dobrze, że Telewizja Polska podejmuje temat przeszczepów i pochyla się również nad tematem trudnym, bo nie możemy udawać, że go nie ma. To, że zjawisko w Polsce nie występuję, nie oznacza, że powinniśmy być bierni. Jesteśmy krajem tranzytowym, tym samym jesteśmy narażeni na wzmożone ryzyko działających szajek i międzynarodowych grup przestępczych działających także w obszarze handlu narządami, tkankami i komórkami.

Jest dobrze, ale to nieustannie wymaga dalszych wspólnych wysiłków i działań na rzecz ulepszania  jakości i bezpieczeństwa w transplantologii.

 

PS. Jeżeli ktoś chce kupić w Polsce narząd, to niech uda się do supermarketu – znalazłam tam nerki wieprzowe, nawet tanie 🙂