Konstanty Radziwiłł: Trzeba wspierać transplantologię

Aneta Sieradzka        22 marca 2017        Komentarze (0)

Panie Ministrze, Polacy chętnie deklarują chęć oddania narządów, ale na deklaracjach się kończy bo przeszczepów robi się u nas, zdecydowanie za mało, patrząc na zapotrzebowanie i liczbę oczekujących pacjentów. Dlaczego tak jest?

K.R.:  To prawda, Polacy chętnie deklarują gotowość do oddania narządów. Niestety system ochrony zdrowia w Polsce boryka się z szeregiem problemów, a to również przekłada się na transplantologię, która wymaga szczególnej organizacji. Istotnym problemem jest również kwestia zaufania. W przestrzeni publicznej wciąż pojawia się pytanie „czy narządy na pewno pobiera się od zmarłych?”. Przeciwnicy transplantologii negują fakt śmierci mózgu oraz otwarcie sugerują brak profesjonalizmu czy jakieś ukryte interesy lekarzy transplantologów. Brak zaufania i nieuzasadnione obawy wobec uczciwości personelu medycznego powodują, że brakuje  narządów do przeszczepów.

Panie Ministrze, czy Poltransplant nie realizuje swoich ustawowych zadań?

K.R.: Koordynacja na poziomie centralnym to nie wszystko. Mamy dobrych koordynatorów transplantacyjnych, którzy niestety często nie mają co robić, przez co ich potencjał jest niewykorzystany. Problem zaczyna się już w pojedynczych szpitalach, w których lekarze nie weszli nawet na ścieżkę rozpoznawania śmierci mózgu, aby pobrać narządy. Szpitali, w których nie pobiera się narządów, jest w Polsce kilkaset.

To jak zachęcić dyrekcje szpitali i samych lekarzy aby chętniej pobierali narządy? Nie pobierają bo się boją?

K.R.: Temu poświęcone są zmiany będące już na etapie prac legislacyjnych. Przeprowadziliśmy analizę problemów polskiej transplantologii. Analizowaliśmy na przykład, jak finansować pobieranie narządów, czy narząd ma być transportowany do pacjenta, czy pacjent do narządu? Niechęć szpitali wynika też często z obaw dotyczących komunikacji z rodzinami osób zmarłych – wymaga to niezwykłej wrażliwości. Przepisy dotyczące śmierci mózgu zostały przeniesione z ustawy transplantacyjnej do ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Ta zmiana ma podkreślić, że śmierć mózgu nie jest stwierdzana tylko po to, aby pobrać narządy do celów transplantacyjnych – śmierć mózgu to koniec życia człowieka, który stwierdza się też po to, aby nie prowadzić leczenia zwłok. Rozpoznanie śmierci mózgu opiera się na stwierdzeniu nieodwracalnej utraty jego funkcji, ta definicja istnieje w Polsce od lat i nie powinniśmy się jej bać.

Żywe dawstwo narządów, tutaj też nie mamy się czym chwalić. Liberalizować czy penalizować prawo w tym zakresie?

K.R.: To jest jeden z punktów mocno dyskutowanych. Tutaj także niezwykle istotna jest kwestia braku zaufania do lekarzy. Trzeba być bardzo ostrożnym, aby tego braku zaufania nie pogłębiać rewolucyjnymi zmianami. W przypadku przeszczepień krzyżowych i łańcuchowych pobiera się narząd od osób niespokrewnionych i prawo nie nadąża tu za medycyną. Dla niektórych, nawet z punktu widzenia medycyny dobieranie osób niespokrewnionych do takich przeszczepień jest rozwiązaniem mocno zaskakującym. W związku z tym staram się być ostrożny w formułowaniu jednoznacznego stanowiska, jeśli chodzi o przepisy regulujące tę kwestię. To jest temat w debacie publicznej dla ekspertów, lekarzy, prawników, którzy też są w swoich opiniach podzieleni, nie reprezentują jednolitego stanowiska. Trzeba sobie zadać pytanie, czy wdrażając liberalne procedury, które umożliwią rocznie kilka przeszczepów od żywych dawców, nie powstanie wyraźne ryzyko spadku ogólnej liczby przeszczepów, gdzie narząd pochodzi od zmarłego dawcy – ponieważ to zmarli dawcy determinują rozwój transplantologii i liczbę przeszczepów. Reforma ukierunkowana na minimalne zwiększenie przeszczepów od żywych dawców, kosztem spadku przeszczepów, gdzie narząd pochodzi od zmarłego dawcy, nie ma sensu.

      Co mają robić lekarze aby pacjenci darzyli ich zaufaniem i szacunkiem?

K.R.: Wiele badań socjologicznych pokazuje, że mamy w Polsce problem z zaufaniem do drugiego człowieka, a to przekłada się również na relacje między pacjentami a lekarzami. Powinniśmy nieustannie dawać przykład swoją pracą i profesjonalizmem, że jesteśmy warci zaufania, i że to zaufanie jest niezbędne we właściwym procesie terapeutycznym, ale też z drugiej strony brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe, decydując się na bycie lekarzem w Polsce. Być może ten brak zaufania wynika z naszej historii.

Panie Ministrze, staramy się wdrażać międzynarodowe regulacje, ale idzie to wolno.   W 2015r. Polska podpisała w Santiago de Compostella konwencję dotyczącą przeciwdziałaniu handlu narządami oraz zwiększonej współpracy pomiędzy państwami. Czy Polska ma zamiar ratyfikować konwencję?

K.R.: Z pewnością tak. Penalizacja takich działań i wzmocnienie współpracy jest konieczne. A do tego potrzebna jest zmiana prawa. Obecnie jesteśmy w trakcie dwóch nowelizacji ustawy transplantacyjnej. Implementowanie zapisów konwencji wymaga dalszych zmian w ustawie.

Czy powinniśmy kłaść większy nacisk na międzynarodową wymianę narządów?

K.R.: Od lat sprowadzamy duże ilości szpiku z zagranicy i to jest bardzo dobry przykład współpracy. Jednak w kwestii wymiany narządów sytuacja jest nieco inna. Porządkowanie przepisów ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa, ale też względy etyczne. Trzeba wypracować rozwiązanie jak najlepsze dla pacjentów. Nadal toczy się dyskusja nad dużą nowelizacją ustawy transplantacyjnej. Zmiany muszą zachodzić najpierw na poziomie medycznym, środowisko lekarskie musi być zgodne i przekonane do działań.

Rozmawiając o prawie w medycynie, nie sposób pominąć refundacji kosztów zabiegów za granicą. Dlaczego pacjent musi czekać, zazwyczaj kilka miesięcy na decyzję ministerstwa zdrowia?

K.R.: Decyzje podpisuje minister zdrowia, ale te decyzje przygotowują eksperci. W przypadku pozytywnej decyzji musi być potwierdzona zasadność, skuteczność, bezpieczeństwo zabiegu oraz informacja, dlaczego w Polsce nie da się go przeprowadzić. W ten proces zaangażowani są konsultanci krajowi. Czasem zdarza się, że pacjenci po prostu nie chcą leczyć się w Polsce, co np. nie znajduje uzasadnienia w oczach ekspertów, specjalistów medycyny. Treść opinii nie zawsze pokrywa się z oczekiwaniami pacjenta.

Np. tysiące pacjentów wykonuje zabiegi zaćmy w Czechach, gdzie u nas z powodzeniem też wykonuje się takie zabiegi. Jak to wytłumaczyć?

K.R.: To jest sytuacja nieprawidłowa i wymaga zmiany. Na moją prośbę NFZ zmienił plan finansowy i wygospodarował w tym roku niemal 60 mln zł na zmniejszenie kolejek osób oczekujących na operację usunięcia zaćmy. Te dodatkowe środki pozwolą na przyjęcie ponad 24 tysięcy pacjentów.

Panie Ministrze, jest pan też lekarzem. Co Pan powie tym, którzy mają jeszcze wątpliwości aby przekonali się do bezpiecznej donacji narządów w Polsce.

K.R.: Transplantologia jest uznaną metodą leczenia, chociaż ciągle budzącą dreszcz emocji,  nacechowany aspektem relacji dawcy i biorcy, nawet jeśli dawcą jest osoba zmarła. To bardzo ważne, abyśmy wykształcili w sobie i bliskich postawę gotowości do darowania narządów w przypadku śmierci, zwłaszcza przedwczesnej. Śmierć mózgu jest stanem nieodwracalnym, to jest śmierć człowieka i koniec życia. Chciałbym też podkreślić, że śpiączka i śmierć mózgu to dwa różne stany. Medycyna nie myli tych rzeczy. Od osób w śpiączce nie pobiera się narządów. System organizacyjny pobierania i przeszczepiania narządów gwarantuje bezpieczeństwo całego procesu, w którym człowiek ma szansę otrzymać najpiękniejszy dar – życie.

 

Dziękuję za rozmowę.

Zmarł Rockefeller… i jego 7. przeszczepień serc i 2. nerek

Aneta Sieradzka        20 marca 2017        Komentarze (0)

Dzisiaj media obiegła wiadomość o śmierci Davida Rockefeller’a, który zmarł w wieku 101 lat.

Ten jeden z najbogatszych ludzi na świecie, w ciągu swojego życia przeszedł 7. transplantacji serca i dwukrotnie transplantację nerek. Pierwszą transplantację serca miał w 1976 roku a ostatnią w 2016 r. – mając wówczas 99 lat.

W 1988 roku i 2004 przeszedł transplantację nerek.

A wszystko miało miejsce, w USA w kraju, gdzie każdego dnia średnio 22 osoby umiera z powodu braku dawcy narządu, a blisko 120 tysięcy oczekuje w kolejce na przeszczepienie. USA pomimo, iż są pionierem światowej transplantologii to również borykają się z problemem braku dostatecznej liczby dawców.

W życiu nic nie jest dane raz na zawsze. Nic. Ale nie o tym.

O dojrzałości społeczeństwa, także w kwestii wiedzy na temat donacji i przeszczepiania narządów można sporo się dowiedzieć, a co gorsza wypunktować smutne wnioski…czytając komentarze pod artykułami.

Sięgając do kilku przypadkowo wybranych portali, w tym do Pokoju Adwokackiego i rzucając okiem na komentujących, to można się z lekka przerazić. Nie tylko tym, że dramatycznie niski poziom kultury prawnej prezentuje nasze społeczeństwo, co ma miejsce nie od dzisiaj bo to są lata zaniedbań. Ale niska wiedza o donacji narządów jest powodem do niepokoju. W dobie wszechobecnego dostępu do rzetelnych źródeł wiedzy, wciąż nie mamy się czy pochwalić wręcz są powody do wstydu, pomimo podejmowanych wysiłków przez organizacje pacjentów czy samych transplantologów.

Tak do wstydu. Bo potrafimy obsłużyć najnowszego ajfona, wstrzyknąć sobie botoks, zrobić kolorowe  hybrydki,  wierzyć w to co ksiądz powie na kazaniu, polecieć do Dubaju -pohamuję już tę moją wyliczankę,  a nie wiemy jak zostać dawcą, i że proces donacji i przeszczepiania narządów w Polsce jest bardziej bezpieczny niż przejażdżka Mercedesem, który uchodzi za synonim klasy, bezpieczeństwa i luksusu.

Chwalić, można i trzeba pacjentów i ich bliskich, którzy bezpośrednio i na własnej skórze przekonali się czym jest idea transplantacji narządów. Ale czy trzeba doświadczyć dramatu choroby i wizji śmierci aby mieć rzetelną wiedzę na temat tej dziedziny medycyny? NIE.

Podejrzewam, że nikt z komentujących nie widział na oczy dokumentacji medycznej Rockefellera odnośnie jego licznych przeszczepień. Nikt z nas nie zna przesłanek medycznych, ani okoliczności w jakich dochodziło do tych zabiegów. Z góry znaczna część komentujących poddaje w wątpliwość legalność pozyskiwania tych narządów i tym samym zabiegów. Wyobraźnia ludzka ma to do siebie, że można bujać w obłokach, nawet całkiem wysoko.

Ale jak widać, bogaci też umierają. Tak są tylko ludźmi bez boskiej mocy sprawczej. Na szczęście… Ale łatwo nam oceniać, wyrokować i osądzać.

” Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono…” Te słowa to chyba dobre podsumowanie dzisiejszego wpisu, dla wszystkich. Tych, którzy mniemają o sobie, że mają pieniądze i władzę, i tych, którzy cieszą się tylko lub aż bliskością bliskich.

Klauzula OPT-OUT w pigułce

Aneta Sieradzka        18 marca 2017        Komentarze (0)

Inspiracji do dzisiejszego (weekendowego) wpisu dostarczył nie tylko medialny ostatnio konflikt na linii dyrekcja -lekarze jednego ze szpitali w Lublinie, lekarzy, którzy wypowiedzieli klauzulę opt-out,  ale też liczne pytania lekarzy, zwłaszcza tych młodych, tuż po studiach, rozpoczynających rezydentury, czy podpisujących kontrakty. Wśród członków naszego think tank’u Młodzi Menadżerowie Medycyny Polskiej Federacji Szpitali są też młodzi lekarze – przede wszystkim lekarze 😉 Pytają jak to jest?

Dla kogo klauzula opt-out?

Pracownicy, którzy wykonują zawód medyczny (posiadają wyższe wykształcenie), którzy są zatrudnieni w podmiocie leczniczym wykonującym działalność leczniczą (stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne) MOGĄ po wyrażeniu zgody na piśmie być zobowiązani do świadczenia pracy w wymiarze przekraczającym 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowy, a przyjęty okres rozliczeniowy nie może być dłuższy niż 4 miesiące.

Charakter zgody:

  • Zgoda musi być wyrażona na piśmie;
  • Zgoda musi być DOBROWOLNA. Co oznacza, że nie  można do  niej nikogo przymusić poprzez szantaż, groźby czy argumentację typu „brakuje nam lekarzy”, „kto tu będzie pracował”, „przez ciebie zamkniemy oddział” – takie formy są niedopuszczalne i mogą mieć znamiona przestępstwa;
  • Zgoda musi być UPRZEDNIA, czyli wrażona przed podjęciem pracy;
  • Zgoda może mieć charakter OGÓLNY, oznacza to, że może obejmować więcej niż jeden okres rozliczeniowy, ponadto, może być wyrażona tuż przy zawieraniu umowy o pracę, ale także w trakcie trwania stosunku pracy.

Dyskryminacja a klauzula opt-out

Pracodawca, czyli np. dyrektor szpitala nie może podejmować ŻADNYCH działań, które mogą mieć charakter dyskryminujący wobec lekarza, który nie podpisał klauzuli opt-out.

Przykład: pomijanie pracownika przy podwyżkach, awansach, nagrodach, finansowaniu kursów, szkoleń, delegacji itp.

Jak zgodnie z prawem cofnąć zgodę na klauzulę opt-out?

Pracownik może cofnąć zgodę na pracę w ramach klauzuli opt-out, czyli w okresie przekraczającym 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym. Cofnięcie zgody musi być zawarte w formie pisemnej, skierowanej do pracodawcy z miesięcznym terminem wypowiedzenia.

78 godzin tygodniowo

Za pracę w wymiarze przekraczającym przeciętne 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym przysługuje pracownikowi wynagrodzenie. Przy podpisaniu przez lekarza klauzuli opt-out, określa się maksymalną przeciętną liczbę godzin pracy pomniejszając ją o wszystkie kalendarzowe godziny w tygodniu o godziny odpoczynków dobowych in tygodniowego, które muszą być lekarzowi udzielone w trakcie takiego tygodnia. Po wyliczeniu, maksymalna liczba godzin pracy w ramach klauzuli opt-out będzie wynosiła 78 godzin na tydzień i 312 godzin w miesiącu.

-> Istotne, że charakter pracy w ramach klauzuli opt-out odróżnia ją od pracy w godzinach nadliczbowych, która jak stanowią przepisy kodeksu pracy może wystąpić jedynie w sytuacjach szczególnych i niezaplanowanych.

-> Lekarz rezydent może także podpisać klauzulę opt-out na pełnienie dyżurów medycznych.

-> Pracodawca ma obowiązek prowadzić i przechowywać ewidencję czasu pracy pracowników oraz udostępniać ją organom właściwym do sprawowania nadzoru i kontroli nad przestrzeganiem prawa pracy.

 

Konkluzja dzisiejszego wpisu jest taka, że pacjent musi mieć szczęście aby trafić do wyspanego (nieprzemęczonego)  lekarza 🙂

 

 

 

Profesor Wojciech Rowiński

Aneta Sieradzka        15 marca 2017        Komentarze (0)

14 marca minęła 3. rocznica śmierci Profesora zw. dr hab. n.med. Wojciecha Rowińskiego, wybitnego transplantologa, chirurga i nauczyciela akademickiego, który odszedł od nas w 2014 roku.

W 2014 roku zaczęłam też pisać  bloga…. Pamięci Profesora Rowińskiego dedykowałam książkę Tajemnice transplantacji, która powstała w 50. rocznicę przeszczepienia pierwszej nerki w Polsce, w której Profesor Wojciech Rowiński uczestniczył. Nie tylko dla mnie, Profesor jest Autorytetem.

A poniżej, fragment ze wstępu, który napisałam w Tajemnicach transplantacji:

Panu Profesorowi Wojciechowi Rowińskiemu zawdzięczamy obecny kształt polskiej medycyny transplantacyjnej, która spełnia światowe standardy. Nieskazitelne zasady i wartości, które towarzyszą w trudach codziennej pracy transplantologom, których dobrem najwyższym jest zawsze pacjent. Profesor Wojciech Rowiński od podstaw stworzył Katedrę i Klinikę Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Akademii Medycznej w Warszawie, rozpoczynając od oddziału szpitalnego i rozwijając go w zespół klinicystów dokonujący przeszczepień trzech narządów. Profesor Wojciech Rowiński  był wybitnym lekarzem i nauczycielem akademickim, chirurgiem   i transplantologiem. Był niezwykłą osobowością. Dobrym Człowiekiem. Potrafił łączyć i zjednywać. Pozostawił po sobie trwały ślad – to wybitne grono transplantologów, które wykształcił i uformował. „

Profesor Wojciech Rowiński we wspomnieniach

Poniżej wybrane fragmenty pochodzące z książki Tajemnice transplantacji

Profesor zw. dr hab.n.med Janusz Wałaszewski: „Profesor był także m.in. inicjatorem uchwalenia Narodowego Programu Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej – rządowego programu mającego na celu zapewnienie wsparcia finansowego dla transplantologii w Polsce, współzałożycielem Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego, członkiem wielu polskich i zagranicznych instytucji, badaczem cenionym w skali świata. Bez niego dużo trudniej byłoby przygotować pierwszy projekt ustawy transplantacyjnej. Potrafił zaangażować ludzi do współdziałania, miał charyzmę i talenty przywódcze.”

Profesor zw. dr hab. n.med.  Roman Danielewicz: „Profesor nie tylko uczył nas medycyny, chirurgii i transplantologii, lecz także własnym przykładem wskazywał, jak poważnie traktować nasz zawód i jak służyć chorym, być wobec nich uczciwym, rzetelnym i życzliwym. „

Marta Kotomska, PhM:Krążą anegdoty o tym, jak z profesorem Wałaszewskim dzielili się kanapkami, bo jeden lub drugi nie zdążył pojechać po pracy do domu.”

Dr hab.n.med. Maciej Kosieradzki: ” Uczył nas podejścia do pacjenta. Tego, że nasza praca wymaga skupienia i ciągłego dokształcania się, analizowania przypadków, porównywania ich z innymi, które już ktoś opisał, by rozwiać swoje wątpliwości, upewnić się. Profesor Rowiński miał ogromną wiedzę, a gdy czegoś nie wiedział, nie wstydził się do tego przyznać i poszukać odpowiedzi. Kiedyś wymyśliliśmy jakiś bardzo nowoczesny projekt badania, przyszedłem do niego i zacząłem opowiadać. Odpowiedział, że na razie nie może ze mną o tym porozmawiać, ale żebym dał mu dwa tygodnie, to się dokształci. Na kolejnym spotkaniu był już świetnie zorientowany w temacie, dał mi mnóstwo cennych wskazówek. Profesor uczył się przez całe życie, do swoich ostatnich dni. Mniej więcej w wieku 70 lat profesor nauczył się obsługiwać komputer. I to biegle. Dla niego nie było barier.”

Profesor PAN dr hab.n.med. Marek Durlik: „Myśmy pracowali w trudnych warunkach jeszcze przy ul. Chałubińskiego w starej anatomii, gdzie mieścił się zakład chirurgii transplantacyjnej PAN, i tam profesor Rowiński przychodził popołudniami po pracy, jeszcze jak nie był kierownikiem kliniki, tylko lekarzem. Ja byłem wtedy bardzo młodym lekarzem, siadaliśmy i rozmawialiśmy o naszych marzeniach, o tym, co można byłoby zrobić, jakie metody zastosować. Rozmawialiśmy i wykonywaliśmy różnego rodzaju eksperymenty, często do późnej nocy, a czasami do rana. I nikt za to nie płacił, żeby było jasne. „

O psychotransplantologii w Polsce z dr n. hum. Mateuszem Zatorskim

Aneta Sieradzka        08 marca 2017        Komentarze (0)

Transplantologia to nie tylko medycyna czy niekiedy wręcz artystyczna chirurgia. Nieodłącznie towarzyszy jej etyka, prawo i psychologia. O tym, jak ważną rolę w całym procesie odgrywa psycholog, zdradzi nam, nie tylko ceniony, ale bardzo lubiany dr Mateusz Zatorski. Często słyszę od chirurgów, którzy mówią, że „lubią sobie z nim pogadać”, ja zresztą też 🙂 Dlatego, ten skromy pionier psychotransplantologii w Polsce, wyjaśnia moim Czytelnikom, jak ważną rolę pełni!

Mateusz, powiedz nam co to jest psychotransplantologia?

M.Z.: Na gruncie polskim psychotransplantologia jest innowacyjnym podejściem. To wszelkie działania mieszczące się w granicach psychologii klinicznej i zdrowia, które dedykowane są pacjentom przygotowywanym, podlegającym i pozostającym pod opieką szpitala w ramach procedur transplantacyjnych. Zdaję sobie sprawę, że sama nazwa może brzmieć dziwnie ale kiedyś pojęcie psychoonkologii brzmiało równie nowo. Nie sama nazwa jest jednak ważna ale to jak i czym ma się zajmować ta dziedzina. Psychotransplantologia dotycz różnych obszarów transplantacji i obejmuje różne grupy pacjentów i ich rodzin. Powinna także zdecydowanie przedostawać się z wiedzą do środowiska medycznego zgromadzonego wokół procedur transplantacyjnych. Tak też widzę swoją rolę i staram się ją konsekwentnie realizować zarówno w praktyce klinicznej jaki w badaniach naukowych. Nazwa dziedziny, której czuję się współtwórcą, ma tylko oddawać przestrzeń zainteresowania i aktywności.

Jesteś członkiem interdyscyplinarnego zespołu transplantacyjnego skupionych wokół żywego dawstwa narządów, dodajmy jedynym psychotransplantologiem. Kto bardziej potrzebuje wsparcia psychologicznego, biorca, dawca i ich najbliżsi oraz czy z Twojej pomocy korzystają np. lekarze?

M.Z.: Po pierwsze nie jestem jedynym psychologiem, który pracuje z osobami podlegającymi zabiegom transplantacji. Osoby, które poznałem, pracujące od lat z pacjentami transplantacyjnymi to świetni fachowcy. Ale faktycznie w Polsce, grupa psychologów dedykowanych tym pacjentom jest nieliczna. Jeżeli chodzi o wsparcie – powinno być dostępne na każdym z odcinków całego procesu, od momentu kwalifikacji, przez opiekę w kontekście zbliżającego się zabiegu, aż po długookresową obserwację po transplantacji. Forma zaangażowania psychologa jest różna zależnie od typów transplantacji ale także indywidualnych potrzeb pacjentów i ich rodzin. Mówimy więc zarówno o psychoedukacji, interwencji w sytuacjach kryzysu jak i terapii długoterminowej. Podobnie jest z stosowanymi narzędziami w pracy z pacjentem. Nie można pominąć wiedzy i narzędzi neuropsychologicznych ale także trzeba dostrzegać rolę zasobów osobistych, jakości życia czy też relacji z bliskimi, jeżeli mówimy o transplantacjach rodzinnych. Transplantacja jest bardzo ważnym, często kryzysowym, momentem dla chorego i jego bliskich. Przejście tego okresu z zachowaniem dobrej jakości życia zależy w takim samym stopniu od zdrowia fizycznego jak i psychiki. Jeżeli chodzi o lekarzy. W procedurze transplantacji bierze udział cały zespół ekspertów. Diagności – immunolodzy, lekarze różnych specjalność, koordynatorzy transplantacyjni. Oczywiście obciążenie psychiczne związane z zabiegiem dotyczy przede wszystkim tych osób, które mają najbliższy kontakt z pacjentami. Czy te osoby potrzebują wsparcia? Uważam, że powinno być dla nich tak samo dostępne jak dla pacjentów. Czy z niego skorzystają – to już zależy od sytuacji i indywidualnych cech osoby.

Pacjenci mają do Was zaufanie?

M.Z.:  Wydaje mi się, że pacjenci, którzy do nas trafią mają do nas zaufanie. Doświadczony zespół, jasne procedury i interdyscyplinarne podejście. I oczywiście efekty widoczne w ilości transplantacji i jakości życia pacjentów i ich rodzin. To wszystko buduje uzasadnione zaufanie Problem polega na tym, że w skali ilości oczekujących na transplantację, zgłoszeń par żywy dawca – biorca jest wciąż mało.

Skoro wzbudzacie zaufanie to dlaczego macie  mało pacjentów?

M.Z.: Problem nie dotyczy zaufania do nas. To kwestia wrażliwości społecznej w odniesieniu do całej dziedziny transplantologii. Zaryzykowałbym nawet pojęcie nadwrażliwości. Jedna niejednoznaczna informacja w mediach dotycząca transplantacji żyje w świadomości społecznej przez tygodnie. Informacja pozytywna – żyje przez godziny. Gdzie widzę problem? Za mało edukujemy i nie edukujemy dobrze. Nie wystarczą plakaty rozwieszone na mieście czy spoty w telewizji zachęcające do oddania narządów. Trzeba wciąż szukać nowych form edukacji i promocji. Bezpośrednio edukować i tłumaczyć, wyjaśniać, dyskutować. Docierać, np. w kontekście donacji od żywego dawstwa bezpośrednio do chorych i ich rodzin. Forma i treść aktualnej edukacji w odniesieniu do transplantacji wciąż budzi niedosyt i nie zawsze przynoszą zamierzone efekty. Może dlatego, że informują ale bez trwałej zmiany postaw i zachowań. W odpowiedzi na taką potrzebę powstało też Polskie Towarzystwo na Rzecz Donacji Narządów. Wraz z założycielami Prof. Arturem Kwiatkowskim i dr Rafałem Kieszkiem staram się opracowywać działania, które będą zwiększały nie tylko świadomość ale także realnie przekładały się na zwiększenie ilości transplantacji. Takie inicjatywy są bardzo ważne.

Jak powinien zachować się potencjalny żywy dawca nerki lub wątroby?

M.Z.: Potencjalny dawca podejmując decyzję o oddaniu organu powinien zachowywać się racjonalnie. To szczególnie trudne gdyż dawca będąc świadkiem cierpienia lub zagrożenia życia biorcy, z którym łączy go więź emocjonalna jest szczególnie narażony na doświadczanie kryzysu. Jeżeli jednak decyzja donacji ma być decyzją świadomą, trzeba podejmować ją z uwzględnieniem przeszłych doświadczeń, sytuacji obecnej a także z refleksją dotyczącą przyszłości. To trudna praca do wykonania. Bardzo duże obciążenie emocjonalne. Często, w takim momencie, jak w soczewce, ogniskuje się wiele aspektów życia wcześniej niedostrzeganych.

Trzeba powiedzieć też, że pacjenci i rodziny mają w Polsce znikomy dostęp do psychologów, a tych wyspecjalizowanych i ukierunkowanych na wybrane dziedziny medycyny to niekiedy graniczy z cudem.

M.Z.: Faktycznie, niedostateczna liczba psychologów w szpitalach to nie jest tylko domena transplantologii. W Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie, z którą mam przyjemność współpracować pacjenci i ich rodzin w ramach procedur żywego dawstwa nerki mają taką możliwość. To jednak wyjątkowe miejsce, a świadomość potrzeby obecności psychologa wynika z wiedzy i doświadczenia kierownika Kliniki. Przez lata, w zespole ekspertów złożonym z koordynatora, nefrologów i chirurgów wpracowaliśmy ważne psychologicznie procedury kwalifikacji, interwencji i formy wsparcia dla naszych pacjentów. Po kilku latach doświadczeń mogę zdecydowanie powiedzieć – psycholog kliniczny musi być członkiem zespołu transplantacyjnego i współpracować w ramach struktury szpitala z wszystkimi ekspertami. Mówiąc o psychologu klinicznym mam na myśli konkretne kompetencja i wiedzę jaką powinien wnosić do zespołu i wykorzystywać w pracy pacjentami.

Co raz częściej podnosi się, że regulacje prawne nie są dopasowane do możliwości jakie oferuje żywe dawstwo narządów. Co powie o tym psycholog, któremu transplantologia jest bliska i który podejmuje trudne rozmowy z rodzinami  żywych dawców i biorców.

M.Z.: Transplantologia wywołuje konieczność interdyscyplinarności. Dotyczy to także aspektów prawnych przenikających się z etyką i wiedzą psychologiczną Np. związek emocjonalny wpisany w aktualną ustawę o donacji osób niespokrewnionych, który musi wystąpić pomiędzy żywym dawcą a biorcą aby mogli starać się formalnie o zgodę na pobranie i przeszczepienie nerki. Ustawa nie doprecyzowuje co to jest związek emocjonalny, co stanowi płaszczyznę do różnych interpretacji. Psychologia radzi sobie całkiem nieźle z definicją związku, bliskości i emocji. To przykład, ale takich miejsc styczności prawo – etyka – psychologia jest więcej. Dotyczy to nie tylko kwestii teoretycznych. Istota problemu polega na tym, że doprecyzowanie przepisów pozwala na transparentność, a także tworzenie standardów i procedur. Od tego zależy nie tylko komfort pracy zespołów transplantacyjnych. Przede wszystkim od tego zależy także jakość i szybkość form pomocy udzielanej chorym oczekującym na transplantację.

Mateusz, bardzo Ci dziękuję za rozmowę oraz za to, że zechciałeś podzielić się wiedzą z naszymi Czytelnikami.

Dr n. hum. Mateusz Zatorski. Adiunkt w Katedrze Psychologii Klinicznej i Zdrowia Uniwersytet Humanistycznospołeczny SWPS Wydziału Zamiejscowego w Poznaniu. Współpracownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej WUM w Szpitalu Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie.

Psychotransplantolog – pracuje z osobami  oczekującymi na transplantację ich rodzinami, a także osobami po przeszczepach. Od początku swojej kariery zawodowej łączący dwa światy – medycyny i psychologii. Średnie wykształcenie medyczne, wyższe w dziedzinie psychologii, a także praktyka kliniczna w codziennych kontaktach z pacjentami,  kształtują jego sposób patrzenia na człowieka i uprawiania nauki. Aktualnie także w trakcie specjalizacji klinicznego w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Od 2011 roku członek zespołu interdyscyplinarnego dedykowanemu innowacyjnemu projektowi żywego dawstwa nerki. Realizuje projekty badawcze pozostające na styku medycyny i psychologii. Autor i współautor publikacji poświęconych tym problematykom. Współautor licznych szkoleń dla personelu medycznego, a także pacjentów i ich rodzin. Zainteresowania badawcze kieruje także na problematykę refleksyjności i uważności jako metody doświadczania świata.