Maciej Kuchta i Gilbert Kolbe: Bo pielęgniarstwo jest mężczyzną

Aneta Sieradzka        15 lutego 2017        Komentarze (0)

Moimi rozmówcami są Gilbert Kolbe i Maciej Kuchta. Tych miłych, młodych mężczyzn poznałam na bloku operacyjnym. Są studentami drugiego roku pielęgniarstwa na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

– Student pielęgniarstwa? Ale naprawdę?

– Tak naprawdę.

– I nie żartujesz sobie ze mnie?

– Nie naprawdę studiuję pielęgniarstwo.

– Wow, podziwiam Cię.

– Dzięki, ja siebie też czasami 🙂

Dlaczego akurat pielęgniarstwo? Przez lata uważano, że to zawód wyłącznie zarezerwowany dla kobiet.

G.K.: Jestem na tym kierunku z potrzeby pomagania ludziom. W liceum zastanawiałem się jeszcze nad ratownictwem medycznym, jednak opieka nad moją chorą babcią skłoniła mnie do pójścia na pielęgniarstwo. Do dzisiaj nie żałuję. Jest to wspaniały zawód stwarzający wiele możliwości w rozwoju i pracy.

M.K.:  Na początku chciałbym  nakreślić jak to jest być studentem pielęgniarstwa, bo choć jest to coraz częściej spotykane, że w tym zawodzie można spotkać mężczyznę, to jednak nadal budzi dość spore zdziwienie i fascynację. I jak zawsze w życiu również i tutaj, są plusy i minusy.

To od czego zaczynamy?

M.K.: Aby skończyć miłym akcentem zacznę może od minusów, a plusy zostawię na sam koniec.

Muszę dodać, że wszystkie spostrzeżenia są moje i jest to forma wyrażenia mojego zdania na jakiś temat. Nie chcę tutaj generalizować i mówić, że tak jest zawsze.

Jednym z największych minusów jakie są, to chyba przekonanie, które zagnieździło się w głowie Polaków, że pielęgniarstwo jest zawodem przeznaczonym jedynie dla kobiet. I racja kiedyś tak może  było, ale czasy się zmieniają przez co zmieniają się też schematy, stereotypy i przede wszystkim zapotrzebowanie.

A jak to jest, być rodzynkiem wśród tylu dziewcząt?

G.K.: Bycie jednym z kilkunastu chłopaków na roku jest ciekawym doświadczeniem. W mojej grupie jesteśmy we dwóch, ale dziewczyny dobrze się z nami dogadują. Na początku trzeba było się przyzwyczaić, że rozmowy o paznokciach, zakupach i tego typu sprawach są na porządku dziennym.

MK Na początku było to trochę krępujące, szczególnie gdy miałem lepsze oceny, ale wraz z poznaniem grupy i ludzi to skrępowanie zanika i jest raczej czymś naturalnym. Czasem nawet koleżanki pomagają nam trochę 😉

Nie chcesz Gilbert powiedzieć, że dziewczyny nie mają innych zainteresowań?

G.K.: Nie, oczywiście, że nie. To w większości wspaniałe osoby, które nie są na tym kierunku z przypadku. Widać zaangażowanie i zainteresowanie, z jakim pracują na oddziałach i pomagają pacjentom. Empatia aż od nich bije. Nieprzypadkowo mówi się o pielęgniarkach jako o najlepszych żonach 😉

A jak traktują Was wykładowcy?

G.K.: Jeśli chodzi o stosunek wykładowców i prowadzących, to trudno ukryć, że z niektórymi przedmiotami jest łatwiej, ze względu na to, że wiele z nich jest prowadzone przez pielęgniarki, a one patrzą na nas, mężczyzn w mundurku pielęgniarskim, przychylnym okiem.  Tak samo jest, jeśli chodzi o resztę personelu w szpitalach. Ale nie mogę powiedzieć, że mogę się dzięki temu obijać, wręcz przeciwnie! Często to nas wołają, żeby pomóc w przeniesieniu cięższego pacjenta lub jakiegoś urządzenia.

M.K.: Ja postrzegam to jako plus 🙂 Jest lepsza komunikacja pomiędzy pielęgniarzem a personelem szpitalnym. Można to również zaobserwować w gronie studenckim, gdy między kobietami jest jakaś decyzja do podjęcia, to przydaje się męska stanowczość i pewność podjętych decyzji.

Mamy również większą wytrzymałość fizyczna. Większa siła oraz wytrzymałość  pozwala nam na wykonywanie cięższych prac bez negatywnych skutków, które odbijają się w przyszłości na zdrowiu. A poza tym są  wzrastające wraz ze zmianą oddziałów w czasie praktyk, propozycje pracy. Niedobór kadry męskiej powoduje, że mogę bezproblemowo wybrać na jakim oddzielę będę chciał pracować i wiem, że przyjdzie mi to dużo łatwiej. No i tak jak Gilbert wspomniał  wśród osób prowadzących zajęcia można czasami zaobserwować większą przychylność, a nawet gdzieniegdzie faworyzowanie w stosunku do studentów niż do studentek. I muszę tu przyznać, że to  ułatwia, a wręcz od czasu do czasu sprawia przyjemność w studiowaniu i motywuje  do dalszej pracy w roli pielęgniarza.

A pacjenci?

G.K.: Pacjenci za to bardzo często patrzą na nas jak na lekarza/studenta kierunku lekarskiego i muszę tłumaczyć im, że jestem przyszłym pielęgniarzem. A i tak większość pacjentów życzy mi na koniec zostania wspaniałym lekarzem.

M.K.: Pacjenci żyjąc w świadomości, że pielęgniarką może być tylko kobieta, widząc pielęgniarza zaczynają wchodzić w pewnego rodzaju barierę psychiczną. Dzieje się tak zapewne dlatego, gdyż jest to dla nich coś nowego i nie byli na to przygotowani. Każdy pacjent jest inny, dlatego nie chce tu generalizować. Zdarzają się  bowiem pacjenci bardzo zadowoleni i otwarci na pracę z mężczyzną.  Niestety, jednak częściej czuć pewien dyskomfort między pielęgniarzem a pacjentem. Może to wynikać też z tego, że kobiety są bardziej empatycznie nastawione do pacjentów. Ponadto moim zdaniem łatwiej jest przełamać takie emocję jak: wstyd, skrępowanie, brak pewności czy nawet zwykłe wyżalenie się w relacjach pielęgniarka-pacjent-pacjentka  niż pielęgniarz-pacjentka-pacjent. I to może mieć znaczny wpływ na pracę pielęgniarza i jakość pracy pielęgnacyjnej, badawczej, czy terapeutycznej.  Kobieta widząca młodego pielęgniarza może być do tego stopnia skrępowana czy zawstydzona, np podczas prostego badanie EKG, że wykonanie go będzie niemożliwe. Innym przykładem jest skrępowanie przy podawaniu wszystkich informacji podczas szczegółowego wywiadu z pielęgniarzem.

I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie, czy praca typowo pielęgnacyjna na oddziale jest idealna dla pielęgniarza? Czy może jednak są oddziały gdzie bardziej przydałaby się większa siła, inna odporność psychiczna czy też podejście do pacjenta.

Wybraliście już kierunek z dziedziny pielęgniarstwa?

M.K.: Ja już wybrałem i jestem tego pewien w 80% ale wiem że jeszcze sporo przede mną wiec nie chcę zamykać się na inne dziedziny. Chcę spróbować pracy na bloku jako instrumentariusz, ewentualnie po stronie anestezjologicznej.

G.K.: Aktualnie zamierzam rozwijać się w kierunku chirurgii (instrumentowania) oraz geriatrii. Pierwsza specjalizacja jest z pasji. Bardzo fascynują mnie operacje, szczególnie kardiochirurgiczne i to, jak wpływają na jakość życia pacjentów. To zawsze wielkie szczęście, gdy widzę na sali pooperacyjnej pacjentów, którzy są już po operacji i z wdzięcznością patrzą na nas i na naszą pracę. To daje bardzo pozytywnego „kopa”. Bardzo się cieszę, na samą myśl o byciu członkiem zespołu operacyjnego. Nie ukrywam, że tą pasje pomaga mi rozwijać Studenckie Koło Naukowe BeLivers pod Pani i Pana doktora Dariusza Wasiaka opieką. Pani, jako pielęgniarka instrumentariuszka, bardzo stara się zaszczepić w nas odpowiednie podejście do pracy, zainteresowanie, chęć do ciągłego rozwoju i nauki, właśnie jeśli chodzi o chirurgię, zwłaszcza transplantologiczną.

Dziękuję, to miłe słowa. A dlaczego geriatria?

G.K.: Natomiast, jeśli chodzi o drugą specjalizacje, to wynika ona wprost z tego, o czym mówiłem wcześniej – chęci niesienia pomocy i rozwijania geriatrii w Polsce. Moim celem jest podwyższenie poziomu opieki nad osobami starszymi i zapewnienie im oraz ich rodzinom pewności, że pod moim nadzorem na pewno wszystko będzie w możliwie najlepszym porządku. Uważam, że nadal istnieje za mało ośrodków, do którego można wysłać swoich bliskich w razie potrzeby i nie martwić się o ich stan, tylko odwiedzać ich, by po prostu przy nich pobyć, a nie sprawdzać, czy na pewno jest pod dobrą opieką. Tyle słyszy się o rażących zaniedbaniach w tego typu ośrodkach… to straszne. Takie miejsca powinny być raczej wzorem opieki nad drugim człowiekiem, a nie sposobem na szukanie oszczędności.  Jedno z moich marzeń to właśnie stworzenie Domu Spokojnej Starości z prawdziwego zdarzenia. Chciałbym, żeby osoby tam przebywające czuły stałą i pewną opiekę nad nimi. Żeby nie czuły się tam jak w więzieniu czy szpitalu, tylko jak w domu, gdzie nie będą ciągłymi gośćmi, ale domownikami. Chciałbym także zapewnić im towarzystwo, żeby nie czuli się odrzuceni i samotni. To właśnie te uczucia moim zdaniem powodują pogarszanie się stanu pacjentów w podeszłym wieku i je należy eliminować.

To bardzo trudna dziedzina. To interna szeroko rozumiana i jeszcze trochę…

G.K.: Drugim aspektem jest podejście do pacjenta geriatrycznego – musi być pełne zrozumienia, ostrożności i szacunku. Ci pacjenci są wyjątkowi, ze względu na to, że nie mają jednego typu chorób, jak na np. pulmonologii, tylko każdy pacjent ma inny „zestaw” dolegliwości. Do każdego trzeba podchodzić indywidualnie. Niektórzy są zmęczeni i potrzebują spokoju, a inni odwrotnie – potrzebują być aktywizowani. Mam ogromną nadzieję, że uda mi się spełnić moje marzenie i pozostawić po sobie pozytywny ślad w dziejach polskiego pielęgniarstwa.

Panowie rozmowa z Wami jest bardzo budująca i zmienia mój pogląd na ograniczenia płci w zawodzie pielęgniarki. Do tej pory myślałam, że owszem, oddziały zabiegowe, takie jak blok operacyjny są dobrym miejscem dla mężczyzny. Facet z facetem jakoś inaczej się dogaduje. Ale teraz widzę, że bardzo się myliłam, że mężczyzna może być świetnym opiekunem.

M.K.: Na zakończenie chcę dodać że mimo tego, że czasem jest nam łatwiej w niektórych pracach to nadal pielęgniarstwo jest czymś na swój sposób ciężkim dla mężczyzn i wiele się od niego wymaga. I czasem pewne rzeczy przychodzą nam  trudniej niż kobiecie. Mam też ogromną nadzieję, że będą o tym pamiętać osoby prowadzące zajęcia. Bo przecież jesteśmy tymi jedynymi  ‘’rodzynkami’’

Będę trzymała kciuki za powodzenie Waszych marzeń.

Rozmowę przeprowadziła Pani Marta Kotomska.

Dziękuję Wam serdecznie, A.

 

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: