Profesor Jan Moll w 1989 roku napisał list do Profesora Antoniego Dziatkowiaka

Aneta Sieradzka        04 listopada 2016        Komentarze (0)

Podczas ostatniego spotkania z Panem Profesorem Antonim Dziatkowiakiem, wybitnym kardiochirurgiem, Autorytetem i Wielką Postacią Medycyny, spotkał mnie ogromny zaszczyt. Pan Profesor, pokazał mi treść listu, który otrzymał od swojego Szefa, Profesora Jana Molla. List, który Profesor Jan Moll napisał dokładnie rok przed swoją śmiercią.  List jest niezwykle wzruszający, ukazujący wielką Przyjaźń Kardiochirurgów – zgodnie z intencją Pana Profesora Antoniego Dziatkowiaka, udostępniam treść listu.

Łódź,  1989.06.23

Drogi Toni!

Przed  tygodniem w doskonałym telewizyjnym wywiadzie prowadzonym przez Panią Dziedzic wspomniałeś bardzo ciepło o wspólnej działalności w Poznaniu i w Łodzi. Było to dla mnie bardzo miłe w obecnym trudnym okresie życia. Jeżeli jednak chodzi o moje zdanie, Twoje sukcesy zawdzięczasz intelektualnej sile, talentowi chirurgicznemu, nadludzkiej sile woli i zażartemu umiłowaniu kardiochirurgii, nadzwyczajnej samodzielności, ogromnemu zmysłowi reformatorskiemu i wielkiemu umiłowaniu pracy.

Osobiście przyznaję się tylko do jednego pomyślnego działania w okresie obejmowania Katedry w Łodzi i opuszczaniu Poznania- to jest do pomyślnych starań o Twoje stypendium u DeBakeya i Cooleya. Z Houston powróciłeś jako uformowany, nowoczesny kardiochirurg, naładowany wigorem teksańskim, co walnie przyczyniło się do przodującej roli naszej Kliniki.

Twoje odejście do Krakowa było dla mnie ciosem, do którego nie przyznawałem się bo taką mam przekorną duszę Kujawską – ale wiesz dobrze, że byłem poważnie chory i nadrabiałem miną. Wszystko to nie zmienia faktu, że przepracowaliśmy razem kawał trudnego lecz pięknego życia, za co jestem Tobie bardzo zobowiązany.

                                                                                                                  Całuję Ciebie serdecznie

                                                                                                                   Twój

                                                                                                                              Jan

beznazwy

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: