Aneta Sieradzka

Sieradzka&Partners

Specjalizuje się w prawie nowych technologii, ochronie danych osobowych i prawie medycznym.
[Więcej >>>]

Czy zastanawialiście się kiedyś, czym są ludzkie zwłoki? Co może się ukrywać za takim niepozornym słowem? Oczywiście, definicja SJP mówi sama przez się: martwe ciało. Martwe. Bez życia. Ciało zmarłego człowieka. Skoro bez życia, to bez możliwości posiadania zdolności prawnej.

Czy to wystarczająca definicja? Dla prostego człowieka – jak najbardziej. Jednak czy każdy człowiek na ulicy powie coś więcej? Polskie prawo poprzez Ministra Zdrowia ustala, że według aktualnego rozporządzenia w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi (uwzględniając zmianę z 2007 roku), zwłoki to „ciała osób zmarłych i dzieci martwo urodzonych bez względu na czas trwania ciąży” . Nikt nie pomyśli o tak „trywialnych” sprawach, które ostatnimi czasy przybierają na aktualności, mianowicie: od kiedy mówimy o człowieku?

Ludzkie zwłoki

W tej kwestii to rozszerzenie okazało się bardzo istotne, ponieważ nadało obowiązek pochówku dzieci urodzonych „bez względu na czas trwania ciąży”. Dochodzi jednak w tym zakresie do pewnego kuriozum, gdyż nawet przy wczesnym poronieniu konieczne jest skierowanie płodu na badania genetyczne (głównie w celu stwierdzenia płci). Dopiero po wynikach takiego badania wydaje się kartę zgonu, dzięki której można dokonać pogrzebu. Pomijając kwestie moralne takiego rozwiązania, bywa to również uciążliwe przez same formalności związane z pochówkiem. Czasem niestety także wśród księży spotyka się zachowania, które nie licuje z ich zawodem, polegające na odmowie przeprowadzenia pogrzebu „zlepkowi komórek”.

Czytaj dalej >>>

Dokumentacja RODO w placówkach medycznych pod redakcją Aneta Sieradzka i Dominika Tykwińska Rutkowska z przedmową Wojciecha Wiewiórowskiego jest już w sprzedaży. Książka ukazała się nakładem prawniczego wydawnictwa C.H. Beck, Warszawa 2019.

W gronie autorów: mec. Maciej Gawroński, mec. Paweł Litwiński, mec. Monika Wieczorek, mec. Michał Kibil,           dr Robert Mołdach, dr Kajetan Wojsyk, mec. Ilona Kuźniecow, dr Michał Miłosz

Zasady prowadzenia dokumentacji medycznej od lat nastręczają problemów, także za sprawą nieprecyzyjnych do końca przepisów oraz wykształconych praktyk przez ostatnie lata, nie zawsze zgodnych z przepisami co w ostatnich miesiącach uwidoczniło RODO, kiedy przyszło dostosować procedury do nowego, unijnego rozporządzenia w zakresie ochrony danych osobowych.

Niewątpliwe, nowością są tzw. kodeksy branżowe o których mowa w RODO. W naszej książce, jako jedne z pierwszych podjęłyśmy opracowanie w  mojej ocenie krytyczną i uzasadnioną, analizę kodeksu postępowania dla sektora ochrony zdrowia, który trafił na biurko Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, czekając na zatwierdzenie.

Szereg nieprawidłowości i naruszenia ochrony danych osobowych  w placówkach medycznych, najczęściej dotyczą obszaru dokumentacji medycznej, stąd też nasze odniesienie zaproponowanych rozwiązań  w kodeksie do licznych przepisów szczegółowych, którymi są związane placówki udzielające świadczeń zdrowotnych, ale też stanowisk GIODO czy orzecznictwa.

Dlaczego nie warto, bezrefleksyjnie implementować rozwiązań zaproponowanych w kodeksie dla sektora medycznego przez placówki medyczne, piszemy w naszej najnowszej książce Dokumentacja RODO w placówkach medycznych.

Zobacz spis treści: TUTAJ

Warto też zajrzeć do Ochrony danych osobowych medycznych, zawierającej aktualne odniesienia do RODO.

 

Shalom Drodzy Czytelnicy w Nowym Roku!

Ciepłe promyki słońca i rześki nadmorski wiatr to dobry początek nowego roku aby kontynuować realizację obranych celów. Spacerując po uliczkach Tel Awiwu, znalazłam kilka chwil aby zebrać garść wiedzy o regulacjach prawnych w zakresie donacji i transplantacji, które obowiązują w Izraelu.

„don’t give, don’t get” warto zacząć od tej zasady obowiązującej w Izraelu. Nie dajesz, nie otrzymujesz. W myśl tej zasady, jeśli jesteś przeciw donacji i przeszczepom a sam będziesz potrzebował narządu jako biorca, nie zostaniesz zakwalifikowany do zabiegu. U nas w Polsce wielu powiedziałoby, że to kontrowersyjne. Być może? Ale ta zasada jest prosta. I owszem restrykcyjna w przeciwieństwie do polskich regulacji, gdzie można zgłosić swój sprzeciw do Centralnego Rejestru Sprzeciwu, nie zgadzając się na pobranie narządów po śmieci co nie jest przeszkodą w tym aby trafić na KLO.

Handel narządami. Nihil novi, patrząc z perspektywy świata. W większości krajów na świecie zakazany, także w Izraelu,warto dodać, że pierwsze polskie regulacje już odnosiły się do problematyki zakazu handlu tkankami, komórkami i narządami. A jak to wygląda w Izraelu? Od 2008 roku handel narządami jest zakazany, ponieważ do 2008 roku nie było prawodawstwa krajowego, które wprost zakazywałoby tych praktyk.

2008 rok był przełomowy dla izraelskiego prawodawstwa w zakresie donacji i transplantacji. Wówczas, Kneset, parlament Izraela uchwalił ustawę Organ Transplant Act, 2008 w której określono pobieranie narządów po śmierci w oparciu o kryteria śmierci mózgu czy uregulowano kwestię żywego dawstwa. Ustawa określa też surowe zasady zakazujące handlu oraz pośredniczenia w praktykach mających na celu handel ludzkimi narządami, tkankami i komórkami. Analizując rozwiązania przyjęte w izraelskiej ustawie, można z łatwością stwierdzić, że przyjęte zasady zostały zainspirowane rozwiązaniami obowiązującymi w USA czy krajach Europy Zachodniej, która też czerpie z rozwiązań amerykańskich. Także polski ustawodawca, Ameryki sam nie odkrył tylko nasza ustawa transplantacyjna zawiera rozwiązania zachodnie, głównie niemieckie czy również amerykańskie.

The Halachic Organ Donor Society, warto wspomnieć o tej izraelskiej organizacji, która działa na rzecz promocji donacji w Izraelu, gdzie odsetek dawstwa nie jest wysoki chociaż ulega poprawie z roku na rok. Izrael nie jest wyjątkiem bo w wielu krajach, również w Polsce pojawia się wątek religijny, gdzie istnieje błędne przekonanie, że religia zabrania donacji. Zarówno prawo żydowskie czy kościół katolicki nie zabrania dawstwa. Pobranie narządu nie stanowi bezczeszczenia ciała, o czym pisałam w książce Ochrona danych osobowych medycznych, w części Dane osobowe w transplantologii.

Izraelska donacja napotyka podobne problemy jak wiele innych krajów na świecie, w tym również w Polsce, co wszędzie wymaga zwiększania świadomości rzetelnie, bo za donacją kryje się ogrom wiedzy, którą w znacznym stopniu powinna posiadać każda osoba decydująca się zostać świadomym dawcą. Jak pokazują liczne badania opinii publicznej w Polsce to mamy duży odsetek potencjalnych dawców. W mojej ocenie nie są to dawcy świadomi bo te deklaracje nie przekładają się na ilość pobrań czy przeszczepień. Po drodze gdzieś umykają z uwagi na brak dostatecznej wiedzy.

Izrael to przykład państwa, które posiada system prawny w zakresie donacji i transplantacji, które to regulacje jak i w Polsce wciąż się kształtują mając na celu sprostać międzynarodowym standardom. Aby dawca i biorca mieli poczucie bezpieczeństwa i transparentności. Chociaż patrząc na niektóre  rozwiązania w projektowanej nowelizacji polskiej ustawy transplantacyjnej, której to projekt utknął na mieliźnie to można mieć poczucie, że oddalamy się od międzynarodowych standardów…

Do izraelskich przepisów jeszcze wrócę. Tak samo jak do kilka innych ustaw np. Australii czy Indonezji, którymi chętnie się podzielę.

Od dziś w sprzedaży jest poradnik mojego współautorstwa ze wzorami dokumentów pt. Dokumentacja RODO w placówkach medycznych, poradnik który oczywiście polecam!

Nowy rok, nowe marzenia 🙂 Ściana Płaczu, Izrael 2019

Sto przeszczepień  w Zabrzu w 2018 roku, o czym poinformował dr hab. Michał Zembala na Facebooku. Sto uratowanych ludzkich żyć w jeden rok, w jednym ośrodku transplantacyjnym.

70- ty przeszczep płuc w Szczecinie, informują lekarze w mediach społecznościowych.

BO ilość wykonanych przeszczepień w danym ośrodku transplantacyjnym to informacja publiczna, o czym pisałam już na blogu. Tutaj. http://prawowtransplantacji.pl/liczba-przeszczepow-w-szpitalu-to-informacja-publiczna/

Polska transplantologia boryka się z szeregiem problemów, głównie systemowych, ale Zabrze udowadnia, że pomimo trudności da się osiągać spektakularne wyniki. Te liczby mówią same za siebie i nie wymagają komentarza. Można jedynie gratulować i czerpać inspiracje, abyśmy wkrótce czytali o spektakularnych sukcesach w innych transplantacyjnych ośrodkach.

Nawet na przeszkodzie nie stanęło RODO🙂 o ochronie danych osobowych medycznych pisałam wielokrotnie na blogu o czym będę pisać nadal bo każdego dnia napotykamy szereg problemów w placówkach medycznych z którymi współpracuję.

Inspiracji do dzisiejszego wpisu dostarczyło życie, czyli jak zawsze. Nie zawsze mogę odnieść się do każdej sytuacji pacjenta, z którą się spotykam, ale w dzisiejszym wpisie chciałam zwrócić uwagę na pewien problem. Będąc na spotkaniu w jednej z klinik, która współpracuje z nami czyli Sieradzka&Partners, ciągle dzwonił mi telefon. Nie zawsze mogę odebrać, ale oddzwaniam. I tu zaczęła się mój wątek w sprawie Pana Łukasza (imię zostało zmienione na potrzeby wpisu). Skontaktowała się ze mną rodzina pacjenta, chcąc dowiedzieć się co trzeba zrobić od strony formalnej i czego nie robić aby przeszczep mógł odbyć się za granicą. Jakie dokumenty przygotować i kto powinien to zrobić? Ci Państwo, poszukiwali wiedzy, która okazała się być trudnodostępna niestety, co pozwoli zaraz wskazać na kilka wniosków.
Dwa ośrodki transplantacyjne w Polsce odmówiły możliwości przeszczepienia w kraju, wydając opinie, że pacjent do przeszczepienia się nie nadaje, z uwagi na aktualne parametry zdrowia – nie będę tutaj ujawniać szczegółów z dokumentacji medycznej z uwagi na ochronę praw pacjenta. Zwłaszcza, że na potrzeby niniejszego wpisu nie jest to potrzebne. Ponadto, nie jestem lekarzem aby komentować opinie lekarskie od strony medycznej, mogę od strony formalnej. Tym samym, pacjent nie mógł być poddany procedurze kwalifikacji i wpisaniu na Krajową Listę Oczekujących, co jest niezbędne aby mógł oczekiwać na przeszczep w Polsce. Jedna z zachodnich klinik, po analizie dokumentacji medycznej zgodziła się przeprowadzić przeszczepienie. Takie sytuacje się zdarzają, czasami. Tak samo, jak pacjenci, których stać na sfinansowanie zabiegu, który kosztuje kilkaset tysięcy złotych i więcej bo szereg czynników składa się na koszty zabiegu (np. transport, kwalifikacja, pobyt, zabieg, opieka po zabiegu).

Pytanie pierwsze. Do jakiej instytucji możemy się zwrócić, która nam pomoże, poinstruuje, kto się tym w Polsce zajmuje, kto pomaga w przeszczepianiach za granicą? Dla jasności, mowa jest o legalnych przeszczepieniach. To tak, jakby ktoś chciał sobie powiększyć biust np. w Belgii. Notabene piękny kraj.

I tu chwila mojego milczenia. Bo odpowiedź nie jest oczywista i nie tego spodziewali się Ci Państwo, którzy z systemem ochrony zdrowia, a zwłaszcza przeszczepami dotychczas niewiele albo nie mieli wspólnego nic.
Odpowiedź satysfakcjonująca nie jest, kiedy pacjent za zabieg płaci sam i nie wnioskuje o zwrot środków przez NFZ. Nie ma u nas takiej instytucji. Nie zajmuje się tym ministerstwo zdrowia ani Poltransplant, który koordynuje przeszczepienia krajowe. Poltransplant również nie prowadzi rejestru przeszczepień zagranicznych obywateli na stałe mieszkających w Polsce, więc wiedzy statystycznej na ten temat w zasadzie nie ma nikt, zarówno w przypadku przeszczepień legalnych jak i tych nielegalnych, kiedy ktoś płaci za narząd w kraju rozwiniętego handlu narządami ludzkimi, np. w Azji. Niemniej, zawsze odsyłam pacjentów do Poltransplantu, aby tam również szukali wskazówek.
Szpital w którym przebywał pacjent oczekujący za zagraniczny przeszczep również odmówił pomocy bo „się tym nie zajmują” Przynajmniej uczciwie przyznali. Dodam, że nie był to ośrodek transplantacyjny bo te z reguły pomagają, a miejski szpital, który z transplantologią jak się okazało to nie miał nic wspólnego, a szkoda bo mają intensywną terapię więc mogliby pobierać narządy.
To co mamy zrobić w tej sytuacji – pyta rodzina pacjenta?
Pacjent aby został przeszczepiony za granicą nie może widnieć na KLO, z której zawsze sam może się wypisać w każdym momencie, jak już widnieje.
Zagraniczne kliniki najczęściej mówią NIE bo….Polska nie jest członkiem Eurotransplantu, gdzie takie członkostwo zwiększyłoby szanse polskich pacjentów chcących przeszczepiać się poza Polską, co nasi obywatele od lat czynią z wieloma trudnościami po drodze.
To jest najczęstszy argument zagranicznych klinik, które powołują się brak polskiego członkostwa w Eurotransplancie bo same również mają określone limity zabiegów dla pacjentów zagranicznych. Niemniej, nie oznacza to, że brak członkostwa zawsze dyskwalifikuje pacjenta. Wówczas, pacjent i jego otoczenie wykorzystuje wszelkie prywatne kontakty i dobre relacje, posiłkując się też doświadczeniem organizacji pacjentów, które pomagają i udostępniają kontakty, adresy. Czyli to nie tak powinno wyglądać…
Od strony formalnej należy dobrze przygotować wniosek, dokumentację, którą polski pacjent musi złożyć w danej klinice. Oczywiście, nie musi robić tego osobiście. Niekiedy te warunki są dostępne na stronach internetowych zagranicznych klinik więc pacjent jeśli ma możliwość, to sam może do tych informacji dotrzeć, ale rzadko.
Podsumowując, polscy pacjenci mogą przeszczepiać się za granicą i nie potrzebują tutaj żadnej specjalnej zgody. Nie ma instytucji, która pomogłaby kompleksowo pacjentowi od strony organizacyjno-formalnej, gdzie pacjent otrzymałby check-listę. W przypadku kiedy pacjent będzie chciał ubiegać się o zwrot kosztów zabiegu zagranicznego, warto przed zabiegiem skonsultować się np. z prawnikiem aby dobrze przygotować wniosek, opinie aby uniknąć ryzyka błędów formalnych. Warto korzystać ze wsparcia polskich ośrodków i lekarzy. Dobrze złożony wniosek minimalizuje ryzyko, procesu sądowego o zwrot środków przez NFZ, gdzie i z takimi sytuacjami pacjentów się spotykamy i pomagamy.
Takich historii jak powyższa jest sporo, gdzie pacjenta stać, ale nie wie co zrobić. Trafiają do mnie pacjenci ale i personel, który napotyka po drodze trudności czy wątpliwości formalne. Najważniejsze, że wspólnymi siłami, pacjent trafił pod opiekę zagranicznego ośrodka, gdzie bariery formalne zostały pokonane. Pozostaje trzymać kciuki za pomyślność w odzyskaniu zdrowia. Celowo nie napisałam jaki narząd miałby być przeszczepiony i do której kliniki pacjent, ostatecznie trafił. Błędem systemowym jest sytuacja w której pacjent nie ma alternatywy w przypadku kiedy polskie możliwości się wyczerpały i zostaje zdany sam na siebie w dotarciu do możliwości, które istnieją.
O braku polskiego członkostwa w Eurotransplancie napisze niebawem na blogu i dlaczego od lat, polscy decydenci uważają, że nie jest to nam potrzebne?