Aneta Sieradzka

Sieradzka&Partners

Specjalizuje się w prawie nowych technologii, ochronie danych osobowych i prawie medycznym.
[Więcej >>>]

Podobne dylematy na gruncie RODO mają zarówno pacjenci jak i personel medyczny. Tych dylematów w praktyce jest ogrom i wiele z nich nie wynika z RODO a polskich przepisów szczegółowych, które od lat obowiązują.

Podobnie jest z monitoringiem w placówkach udzielających świadczeń zdrowotnych. Pacjent  ma prawo wiedzieć, które pomieszczenia, gdzie  przebywa są objęte monitoringiem wizyjnym, a to oznacza, że placówka musi realizować obowiązek informacyjny w zakresie monitoringu. 

Monitoring ma na celu zwiększać bezpieczeństwo, nie tylko personelu i pacjentów, ale każdego kto w placówce medycznej przybywa. I tu warto sięgnąć do jednego z fundamentalnych praw pacjenta jakim jest prawo do godności i poszanowania intymności. Zagwarantowane każdemu z nas konstytucyjne prawo do godności ma szerokie znaczenie, niemniej szczególnie ważne jest i widoczne przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych.

Dozwolony monitoring bez zgody pacjenta

Miejsca objęte monitoringiem wymagają wskazania celu, dlaczego konkretne pomieszczenia są objęte monitoringiem. Niewątpliwie celem jest tutaj bezpieczeństwo i dobro pacjenta. I tu warto wskazać, które pomieszczenia mogą być objęte monitoringiem i nie jest wymagana zgoda bo należą one do charakteru tzw. ścisłego nadzoru, czyli tam gdzie pacjent jest poddany stałej obserwacji i są to:

a) stacje dializ (stanowisko nadzoru pielęgniarskiego)

b) oddział anestezjologii i intensywnej terapii  

c) oddziały psychiatryczne ( separatki)

d) oddziały porodowe (pomieszczenia przeznaczone dla noworodków i położnic- pierwsze godziny po urodzeniu)

e) oddziały dziecięce

Reasumując, w salach ścisłego nadzoru w przypadku monitoringu nie jest wymagana zgoda pacjenta, natomiast należy spełnić obowiązek informacyjny wobec osób przebywających w wyżej wymienionych pomieszczeniach.

 

Fałszywy profil Profesora

Aneta Sieradzka31 stycznia 2019Komentarze (0)

Dzisiaj na blogu komunikat.

Szanowni Państwo,

Aktywny profil na facebooku: Prof. Ryszard Grenda – nie jest prowadzony i nie należy do Pana Profesora, jak również nikt nie został upoważniony aby go prowadzić w imieniu Pana Profesora. 

Wszelkie zamieszczane tam treści, zdjęcia, komentarze oraz poglądy nie należą do Pana Profesora Grendy, który nie miał i nie ma żadnego konta na facebooku. 

Prof. dr hab. n.med. Ryszard Grenda, jest kierownikiem Kliniki Nefrologii, Transplantacji Nerek i Nadciśnienia Tętniczego w CZD w Warszawie. 

Z poważaniem,

Aneta Sieradzka

 

O kradzieży tożsamości w internecie będę pisać w kolejnych wpisach na blogu. O odpowiedzialności cywilnej i karnej za kradzież tożsamości czy naruszenie dóbr osobistych lekarza, odniosę się również do kilku podobnych spraw z ostatnich miesięcy, które miały miejsce.

O tym, że polska ustawa transplantacyjna (ust. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu tkanek, komórek i narządów nie jest w wielu miejscach dostosowana do obecnych możliwości medycyny oraz wybranych rozwiązań obowiązujących na świecie, widzą wszyscy. Lekarze, pacjenci, prawnicy, i ci najważniejsi, ci którzy czekają na nowy narząd i zazwyczaj myślą, że narządów brakuje bo nasze społeczeństwo jest niechętne dawstwu. Oczywiście, szereg czynników wpływa na to ile jest pobrań i wszyscy też wiedzą, że mogło by ich być więcej. Ale nie można obarczać za obecny stan rzeczy wyłącznie czynnik społeczny. Bo są też bariery prawne.

Dzisiaj, chciałam zwrócić uwagę na art. 6 ustawy transplantacyjnej, który w mojej ocenie to  relikt przeszłości, szkodliwy dla lekarzy którzy pobierają i tych, którzy na narząd czekają. Już wyjaśniam dlaczego.

art. 6 ustawy dotyczy możliwości złożenia sprzeciwu na pobranie po śmierci, zgodnie z postanowieniami:

  1. sprzeciw wyraża się w formie wpisu w centralnym rejestrze sprzeciwów na pobranie komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich. Przypomnę, że rejestr prowadzi Poltransplant.
  2. oświadczenia pisemnego zaopatrzonego we własnoręczny podpis
  3. oświadczenia ustnego złożonego w obecności co najmniej dwóch świadków, pisemnie przez nich potwierdzonego.

AD.1 Komentując zapis w punkcie 1, należy się z nim w pełni zgodzić – jednostka centralna prowadzi formalny rejestr sprzeciwów, który zawsze można łatwo zweryfikować z perspektywy potencjalnego dawcy i lekarza przed pobraniem co się czyni, a nazywa się to autoryzacja pobrania. Przed każdym pobraniem, sprawdza się w CRS czy dana osoba w nim nie widnieje.  I tu należy wskazać na rzetelność dokonanej autoryzacji bo lekarz czy koordynator ma narzędzie prawne w postaci jasno określonej procedury w ustawie, gdzie może zweryfikować złożone za życia pacjenta oświadczenie woli.

AD. 2 Oświadczenie pisemne zaopatrzone we własnoręczny podpis. W mojej ocenie, ten zapis już dawno winien być wykreślony z ustawy. Wyjaśniam, dlaczego. Sytuacja dotycząca oświadczenia odnosi się do przykładu, gdzie możemy nosić w kieszeni karteczkę z informacją np. „ nie zgadzam się na pobranie po śmierci narządów, tkanek i komórek”. W ustawie nie określono co powinno zawierać oświadczenie poza podpisem to raz. Dwa, odnosząc konstrukcję oświadczeń na grunt prawa cywilnego, wypada wspomnieć, że powinno zawierać datę i dane osobowe identyfikujące tą osobę, np. nr PESEL/datę urodzenia.  W świetle tego zapisu możemy nosić karteczkę sprzeciwu w kieszeni, portfelu a nawet na czole jak kto lubi. I teraz, chciałam zwrócić uwagę, że to rozwiązanie nie jest gwarantem rzetelnej autoryzacji bo lekarz nie ma żadnych narzędzi do weryfikacji takiego oświadczenia wyjętego z kieszeni pacjenta czy przyniesionego przez jego bliskich. Żadnych bo nawet procedury tego nie przewidują. A takie oświadczenie może zawsze spreparować członek rodziny zmarłego pacjenta. Nikt tego nie zweryfikuje. Do pobrania nie dojdzie.

AD.3 oświadczenie ustne złożone w obecności co najmniej dwóch świadków. Ustawodawca nawet nie wskazał, że domniemam, iż miał na myśli pełnoletnich świadków, czyli posiadających pełną zdolność do czynności prawnych. I to jest kolejne rozwiązanie, które hamuje ilość pobrań bo personel znów nie ma możliwości weryfikacji prawdziwości tego typu oświadczenia, które przy odrobinie chęci może zostać sfałszowane przez najbliższych zmarłego.

W tym miejscu, dla porównania chciałam odnieść się do innej sytuacji. Wyobraźmy sobie, a te sytuacje mają często miejsce- obsługując podmioty medyczne dość często się z tym spotykam. Przychodzi babcia do lekarza, z oświadczeniem od rodziców dziecka jako osoba upoważniona. Dane dziecka, rodziców się zgadzają. Rodzice są jedynymi opiekunami prawnymi małoletniego. Co robi w świetle prawa personel? Udostępnia dokumentację medyczną w oparciu o oświadczenie, które babcia przyniosła z domu? Nie. Dlaczego? Bo przepisy ustawy o prawach pacjenta precyzyjnie określają w jaki sposób pacjent lub jego przedstawiciel upoważnia inną osobę do dostępu do dokumentacji medycznej lub informacji o stanie zdrowia. Dlaczego nie można respektować upoważnienia babci w opisanym przykładzie? Bo co do zasady takie oświadczenie jest nieważne. Tutaj też personel ma ograniczone możliwości weryfikacji, akurat wszystko zależy od danej sytuacji. Zwłaszcza teraz w dobie restrykcyjnych obowiązków RODO.

Zwróciłam uwagę na artykuł 6 bo jest on niezgodny z ustawą o prawach pacjenta w zakresie oświadczeń woli składanych przez pacjenta za życia, a także k.c. Oświadczenia woli o których mowa w art. 6 w  punkcie 2 i 3 ustawy transplantacyjnej są obarczone przesłankami nieważności.

Niezaprzeczalnie, jedyną rzetelną formą autoryzacji jest obowiązująca procedura sprawdzenia czy potencjalny dawca nie widnieje w centralnym rejestrze sprzeciwu. Kwestia posiadanych w kieszeni oświadczeń budzi spore wątpliwości na gruncie prawnym, gdzie nie są to zapisy korzystne dla czekających na przeszczepienie. Jak również nie są to zapisy dla potencjalnych dawców, których rodzina może nie uszanować ich woli donacyjnej i sfałszować oświadczenie, gdzie ustawa transplantacyjna stwarza ku temu furtkę…Bliscy zmarłego mogą powiedzieć również, że oświadczenie było, widzieli, ale nie posiadają i znów będziemy mieć sytuację niczym z Yeti, każdy słyszał, nikt nie widział.

Czy zastanawialiście się kiedyś, czym są ludzkie zwłoki? Co może się ukrywać za takim niepozornym słowem? Oczywiście, definicja SJP mówi sama przez się: martwe ciało. Martwe. Bez życia. Ciało zmarłego człowieka. Skoro bez życia, to bez możliwości posiadania zdolności prawnej.

Czy to wystarczająca definicja? Dla prostego człowieka – jak najbardziej. Jednak czy każdy człowiek na ulicy powie coś więcej? Polskie prawo poprzez Ministra Zdrowia ustala, że według aktualnego rozporządzenia w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi (uwzględniając zmianę z 2007 roku), zwłoki to „ciała osób zmarłych i dzieci martwo urodzonych bez względu na czas trwania ciąży” . Nikt nie pomyśli o tak „trywialnych” sprawach, które ostatnimi czasy przybierają na aktualności, mianowicie: od kiedy mówimy o człowieku?

Ludzkie zwłoki

W tej kwestii to rozszerzenie okazało się bardzo istotne, ponieważ nadało obowiązek pochówku dzieci urodzonych „bez względu na czas trwania ciąży”. Dochodzi jednak w tym zakresie do pewnego kuriozum, gdyż nawet przy wczesnym poronieniu konieczne jest skierowanie płodu na badania genetyczne (głównie w celu stwierdzenia płci). Dopiero po wynikach takiego badania wydaje się kartę zgonu, dzięki której można dokonać pogrzebu. Pomijając kwestie moralne takiego rozwiązania, bywa to również uciążliwe przez same formalności związane z pochówkiem. Czasem niestety także wśród księży spotyka się zachowania, które nie licuje z ich zawodem, polegające na odmowie przeprowadzenia pogrzebu „zlepkowi komórek”.

Czytaj dalej >>>

Dokumentacja RODO w placówkach medycznych pod redakcją Aneta Sieradzka i Dominika Tykwińska Rutkowska z przedmową Wojciecha Wiewiórowskiego jest już w sprzedaży. Książka ukazała się nakładem prawniczego wydawnictwa C.H. Beck, Warszawa 2019.

W gronie autorów: mec. Maciej Gawroński, mec. Paweł Litwiński, mec. Monika Wieczorek, mec. Michał Kibil,           dr Robert Mołdach, dr Kajetan Wojsyk, mec. Ilona Kuźniecow, dr Michał Miłosz

Zasady prowadzenia dokumentacji medycznej od lat nastręczają problemów, także za sprawą nieprecyzyjnych do końca przepisów oraz wykształconych praktyk przez ostatnie lata, nie zawsze zgodnych z przepisami co w ostatnich miesiącach uwidoczniło RODO, kiedy przyszło dostosować procedury do nowego, unijnego rozporządzenia w zakresie ochrony danych osobowych.

Niewątpliwe, nowością są tzw. kodeksy branżowe o których mowa w RODO. W naszej książce, jako jedne z pierwszych podjęłyśmy opracowanie w  mojej ocenie krytyczną i uzasadnioną, analizę kodeksu postępowania dla sektora ochrony zdrowia, który trafił na biurko Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, czekając na zatwierdzenie.

Szereg nieprawidłowości i naruszenia ochrony danych osobowych  w placówkach medycznych, najczęściej dotyczą obszaru dokumentacji medycznej, stąd też nasze odniesienie zaproponowanych rozwiązań  w kodeksie do licznych przepisów szczegółowych, którymi są związane placówki udzielające świadczeń zdrowotnych, ale też stanowisk GIODO czy orzecznictwa.

Dlaczego nie warto, bezrefleksyjnie implementować rozwiązań zaproponowanych w kodeksie dla sektora medycznego przez placówki medyczne, piszemy w naszej najnowszej książce Dokumentacja RODO w placówkach medycznych.

Zobacz spis treści: TUTAJ

Warto też zajrzeć do Ochrony danych osobowych medycznych, zawierającej aktualne odniesienia do RODO.