Aneta Sieradzka

Sieradzka&Partners

Specjalizuje się w prawie nowych technologii, ochronie danych osobowych i prawie medycznym.
[Więcej >>>]

Profesor Wojciech Rowiński

Aneta Sieradzka15 marca 2017Komentarze (0)

14 marca minęła 3. rocznica śmierci Profesora zw. dr hab. n.med. Wojciecha Rowińskiego, wybitnego transplantologa, chirurga i nauczyciela akademickiego, który odszedł od nas w 2014 roku.

W 2014 roku zaczęłam też pisać  bloga…. Pamięci Profesora Rowińskiego dedykowałam książkę Tajemnice transplantacji, która powstała w 50. rocznicę przeszczepienia pierwszej nerki w Polsce, w której Profesor Wojciech Rowiński uczestniczył. Nie tylko dla mnie, Profesor jest Autorytetem.

A poniżej, fragment ze wstępu, który napisałam w Tajemnicach transplantacji:

Panu Profesorowi Wojciechowi Rowińskiemu zawdzięczamy obecny kształt polskiej medycyny transplantacyjnej, która spełnia światowe standardy. Nieskazitelne zasady i wartości, które towarzyszą w trudach codziennej pracy transplantologom, których dobrem najwyższym jest zawsze pacjent. Profesor Wojciech Rowiński od podstaw stworzył Katedrę i Klinikę Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Akademii Medycznej w Warszawie, rozpoczynając od oddziału szpitalnego i rozwijając go w zespół klinicystów dokonujący przeszczepień trzech narządów. Profesor Wojciech Rowiński  był wybitnym lekarzem i nauczycielem akademickim, chirurgiem   i transplantologiem. Był niezwykłą osobowością. Dobrym Człowiekiem. Potrafił łączyć i zjednywać. Pozostawił po sobie trwały ślad – to wybitne grono transplantologów, które wykształcił i uformował. „

Profesor Wojciech Rowiński we wspomnieniach

Poniżej wybrane fragmenty pochodzące z książki Tajemnice transplantacji

Profesor zw. dr hab.n.med Janusz Wałaszewski: „Profesor był także m.in. inicjatorem uchwalenia Narodowego Programu Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej – rządowego programu mającego na celu zapewnienie wsparcia finansowego dla transplantologii w Polsce, współzałożycielem Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego, członkiem wielu polskich i zagranicznych instytucji, badaczem cenionym w skali świata. Bez niego dużo trudniej byłoby przygotować pierwszy projekt ustawy transplantacyjnej. Potrafił zaangażować ludzi do współdziałania, miał charyzmę i talenty przywódcze.”

Profesor zw. dr hab. n.med.  Roman Danielewicz: „Profesor nie tylko uczył nas medycyny, chirurgii i transplantologii, lecz także własnym przykładem wskazywał, jak poważnie traktować nasz zawód i jak służyć chorym, być wobec nich uczciwym, rzetelnym i życzliwym. „

Marta Kotomska, PhM:Krążą anegdoty o tym, jak z profesorem Wałaszewskim dzielili się kanapkami, bo jeden lub drugi nie zdążył pojechać po pracy do domu.”

Dr hab.n.med. Maciej Kosieradzki: ” Uczył nas podejścia do pacjenta. Tego, że nasza praca wymaga skupienia i ciągłego dokształcania się, analizowania przypadków, porównywania ich z innymi, które już ktoś opisał, by rozwiać swoje wątpliwości, upewnić się. Profesor Rowiński miał ogromną wiedzę, a gdy czegoś nie wiedział, nie wstydził się do tego przyznać i poszukać odpowiedzi. Kiedyś wymyśliliśmy jakiś bardzo nowoczesny projekt badania, przyszedłem do niego i zacząłem opowiadać. Odpowiedział, że na razie nie może ze mną o tym porozmawiać, ale żebym dał mu dwa tygodnie, to się dokształci. Na kolejnym spotkaniu był już świetnie zorientowany w temacie, dał mi mnóstwo cennych wskazówek. Profesor uczył się przez całe życie, do swoich ostatnich dni. Mniej więcej w wieku 70 lat profesor nauczył się obsługiwać komputer. I to biegle. Dla niego nie było barier.”

Profesor PAN dr hab.n.med. Marek Durlik: „Myśmy pracowali w trudnych warunkach jeszcze przy ul. Chałubińskiego w starej anatomii, gdzie mieścił się zakład chirurgii transplantacyjnej PAN, i tam profesor Rowiński przychodził popołudniami po pracy, jeszcze jak nie był kierownikiem kliniki, tylko lekarzem. Ja byłem wtedy bardzo młodym lekarzem, siadaliśmy i rozmawialiśmy o naszych marzeniach, o tym, co można byłoby zrobić, jakie metody zastosować. Rozmawialiśmy i wykonywaliśmy różnego rodzaju eksperymenty, często do późnej nocy, a czasami do rana. I nikt za to nie płacił, żeby było jasne. „

Transplantologia to nie tylko medycyna czy niekiedy wręcz artystyczna chirurgia. Nieodłącznie towarzyszy jej etyka, prawo i psychologia. O tym, jak ważną rolę w całym procesie odgrywa psycholog, zdradzi nam, nie tylko ceniony, ale bardzo lubiany dr Mateusz Zatorski. Często słyszę od chirurgów, którzy mówią, że „lubią sobie z nim pogadać”, ja zresztą też 🙂 Dlatego, ten skromy pionier psychotransplantologii w Polsce, wyjaśnia moim Czytelnikom, jak ważną rolę pełni!

Mateusz, powiedz nam co to jest psychotransplantologia?

M.Z.: Na gruncie polskim psychotransplantologia jest innowacyjnym podejściem. To wszelkie działania mieszczące się w granicach psychologii klinicznej i zdrowia, które dedykowane są pacjentom przygotowywanym, podlegającym i pozostającym pod opieką szpitala w ramach procedur transplantacyjnych. Zdaję sobie sprawę, że sama nazwa może brzmieć dziwnie ale kiedyś pojęcie psychoonkologii brzmiało równie nowo. Nie sama nazwa jest jednak ważna ale to jak i czym ma się zajmować ta dziedzina. Psychotransplantologia dotycz różnych obszarów transplantacji i obejmuje różne grupy pacjentów i ich rodzin. Powinna także zdecydowanie przedostawać się z wiedzą do środowiska medycznego zgromadzonego wokół procedur transplantacyjnych. Tak też widzę swoją rolę i staram się ją konsekwentnie realizować zarówno w praktyce klinicznej jaki w badaniach naukowych. Nazwa dziedziny, której czuję się współtwórcą, ma tylko oddawać przestrzeń zainteresowania i aktywności.

Jesteś członkiem interdyscyplinarnego zespołu transplantacyjnego skupionych wokół żywego dawstwa narządów, dodajmy jedynym psychotransplantologiem. Kto bardziej potrzebuje wsparcia psychologicznego, biorca, dawca i ich najbliżsi oraz czy z Twojej pomocy korzystają np. lekarze?

M.Z.: Po pierwsze nie jestem jedynym psychologiem, który pracuje z osobami podlegającymi zabiegom transplantacji. Osoby, które poznałem, pracujące od lat z pacjentami transplantacyjnymi to świetni fachowcy. Ale faktycznie w Polsce, grupa psychologów dedykowanych tym pacjentom jest nieliczna. Jeżeli chodzi o wsparcie – powinno być dostępne na każdym z odcinków całego procesu, od momentu kwalifikacji, przez opiekę w kontekście zbliżającego się zabiegu, aż po długookresową obserwację po transplantacji. Forma zaangażowania psychologa jest różna zależnie od typów transplantacji ale także indywidualnych potrzeb pacjentów i ich rodzin. Mówimy więc zarówno o psychoedukacji, interwencji w sytuacjach kryzysu jak i terapii długoterminowej. Podobnie jest z stosowanymi narzędziami w pracy z pacjentem. Nie można pominąć wiedzy i narzędzi neuropsychologicznych ale także trzeba dostrzegać rolę zasobów osobistych, jakości życia czy też relacji z bliskimi, jeżeli mówimy o transplantacjach rodzinnych. Transplantacja jest bardzo ważnym, często kryzysowym, momentem dla chorego i jego bliskich. Przejście tego okresu z zachowaniem dobrej jakości życia zależy w takim samym stopniu od zdrowia fizycznego jak i psychiki. Jeżeli chodzi o lekarzy. W procedurze transplantacji bierze udział cały zespół ekspertów. Diagności – immunolodzy, lekarze różnych specjalność, koordynatorzy transplantacyjni. Oczywiście obciążenie psychiczne związane z zabiegiem dotyczy przede wszystkim tych osób, które mają najbliższy kontakt z pacjentami. Czy te osoby potrzebują wsparcia? Uważam, że powinno być dla nich tak samo dostępne jak dla pacjentów. Czy z niego skorzystają – to już zależy od sytuacji i indywidualnych cech osoby.

Pacjenci mają do Was zaufanie?

M.Z.:  Wydaje mi się, że pacjenci, którzy do nas trafią mają do nas zaufanie. Doświadczony zespół, jasne procedury i interdyscyplinarne podejście. I oczywiście efekty widoczne w ilości transplantacji i jakości życia pacjentów i ich rodzin. To wszystko buduje uzasadnione zaufanie Problem polega na tym, że w skali ilości oczekujących na transplantację, zgłoszeń par żywy dawca – biorca jest wciąż mało.

Skoro wzbudzacie zaufanie to dlaczego macie  mało pacjentów?

M.Z.: Problem nie dotyczy zaufania do nas. To kwestia wrażliwości społecznej w odniesieniu do całej dziedziny transplantologii. Zaryzykowałbym nawet pojęcie nadwrażliwości. Jedna niejednoznaczna informacja w mediach dotycząca transplantacji żyje w świadomości społecznej przez tygodnie. Informacja pozytywna – żyje przez godziny. Gdzie widzę problem? Za mało edukujemy i nie edukujemy dobrze. Nie wystarczą plakaty rozwieszone na mieście czy spoty w telewizji zachęcające do oddania narządów. Trzeba wciąż szukać nowych form edukacji i promocji. Bezpośrednio edukować i tłumaczyć, wyjaśniać, dyskutować. Docierać, np. w kontekście donacji od żywego dawstwa bezpośrednio do chorych i ich rodzin. Forma i treść aktualnej edukacji w odniesieniu do transplantacji wciąż budzi niedosyt i nie zawsze przynoszą zamierzone efekty. Może dlatego, że informują ale bez trwałej zmiany postaw i zachowań. W odpowiedzi na taką potrzebę powstało też Polskie Towarzystwo na Rzecz Donacji Narządów. Wraz z założycielami Prof. Arturem Kwiatkowskim i dr Rafałem Kieszkiem staram się opracowywać działania, które będą zwiększały nie tylko świadomość ale także realnie przekładały się na zwiększenie ilości transplantacji. Takie inicjatywy są bardzo ważne.

Jak powinien zachować się potencjalny żywy dawca nerki lub wątroby?

M.Z.: Potencjalny dawca podejmując decyzję o oddaniu organu powinien zachowywać się racjonalnie. To szczególnie trudne gdyż dawca będąc świadkiem cierpienia lub zagrożenia życia biorcy, z którym łączy go więź emocjonalna jest szczególnie narażony na doświadczanie kryzysu. Jeżeli jednak decyzja donacji ma być decyzją świadomą, trzeba podejmować ją z uwzględnieniem przeszłych doświadczeń, sytuacji obecnej a także z refleksją dotyczącą przyszłości. To trudna praca do wykonania. Bardzo duże obciążenie emocjonalne. Często, w takim momencie, jak w soczewce, ogniskuje się wiele aspektów życia wcześniej niedostrzeganych.

Trzeba powiedzieć też, że pacjenci i rodziny mają w Polsce znikomy dostęp do psychologów, a tych wyspecjalizowanych i ukierunkowanych na wybrane dziedziny medycyny to niekiedy graniczy z cudem.

M.Z.: Faktycznie, niedostateczna liczba psychologów w szpitalach to nie jest tylko domena transplantologii. W Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie, z którą mam przyjemność współpracować pacjenci i ich rodzin w ramach procedur żywego dawstwa nerki mają taką możliwość. To jednak wyjątkowe miejsce, a świadomość potrzeby obecności psychologa wynika z wiedzy i doświadczenia kierownika Kliniki. Przez lata, w zespole ekspertów złożonym z koordynatora, nefrologów i chirurgów wpracowaliśmy ważne psychologicznie procedury kwalifikacji, interwencji i formy wsparcia dla naszych pacjentów. Po kilku latach doświadczeń mogę zdecydowanie powiedzieć – psycholog kliniczny musi być członkiem zespołu transplantacyjnego i współpracować w ramach struktury szpitala z wszystkimi ekspertami. Mówiąc o psychologu klinicznym mam na myśli konkretne kompetencja i wiedzę jaką powinien wnosić do zespołu i wykorzystywać w pracy pacjentami.

Co raz częściej podnosi się, że regulacje prawne nie są dopasowane do możliwości jakie oferuje żywe dawstwo narządów. Co powie o tym psycholog, któremu transplantologia jest bliska i który podejmuje trudne rozmowy z rodzinami  żywych dawców i biorców.

M.Z.: Transplantologia wywołuje konieczność interdyscyplinarności. Dotyczy to także aspektów prawnych przenikających się z etyką i wiedzą psychologiczną Np. związek emocjonalny wpisany w aktualną ustawę o donacji osób niespokrewnionych, który musi wystąpić pomiędzy żywym dawcą a biorcą aby mogli starać się formalnie o zgodę na pobranie i przeszczepienie nerki. Ustawa nie doprecyzowuje co to jest związek emocjonalny, co stanowi płaszczyznę do różnych interpretacji. Psychologia radzi sobie całkiem nieźle z definicją związku, bliskości i emocji. To przykład, ale takich miejsc styczności prawo – etyka – psychologia jest więcej. Dotyczy to nie tylko kwestii teoretycznych. Istota problemu polega na tym, że doprecyzowanie przepisów pozwala na transparentność, a także tworzenie standardów i procedur. Od tego zależy nie tylko komfort pracy zespołów transplantacyjnych. Przede wszystkim od tego zależy także jakość i szybkość form pomocy udzielanej chorym oczekującym na transplantację.

Mateusz, bardzo Ci dziękuję za rozmowę oraz za to, że zechciałeś podzielić się wiedzą z naszymi Czytelnikami.

Dr n. hum. Mateusz Zatorski. Adiunkt w Katedrze Psychologii Klinicznej i Zdrowia Uniwersytet Humanistycznospołeczny SWPS Wydziału Zamiejscowego w Poznaniu. Współpracownik Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej WUM w Szpitalu Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie.

Psychotransplantolog – pracuje z osobami  oczekującymi na transplantację ich rodzinami, a także osobami po przeszczepach. Od początku swojej kariery zawodowej łączący dwa światy – medycyny i psychologii. Średnie wykształcenie medyczne, wyższe w dziedzinie psychologii, a także praktyka kliniczna w codziennych kontaktach z pacjentami,  kształtują jego sposób patrzenia na człowieka i uprawiania nauki. Aktualnie także w trakcie specjalizacji klinicznego w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Od 2011 roku członek zespołu interdyscyplinarnego dedykowanemu innowacyjnemu projektowi żywego dawstwa nerki. Realizuje projekty badawcze pozostające na styku medycyny i psychologii. Autor i współautor publikacji poświęconych tym problematykom. Współautor licznych szkoleń dla personelu medycznego, a także pacjentów i ich rodzin. Zainteresowania badawcze kieruje także na problematykę refleksyjności i uważności jako metody doświadczania świata.

O transplantacjach na Litwie

Aneta Sieradzka07 marca 2017Komentarze (0)

Kilka dni temu odwiedziłam Litwę. Kraj mocno historycznie związany z Polską, a urokliwa stolica Wilno potrafi zachwycić od pierwszych godzin pobytu. Jeśli ktoś jest zakochany w Krakowie, to z pewnością zauroczy go Wilno, zwłaszcza stare miasto, te wąskie i kręte uliczki, architektura, ale też przyjazna atmosfera o tradycyjnej litewskiej kuchni nie wspominając.

Ale ni o aspektach turystycznych chciałabym się tutaj rozwodzić,  a o transplantacjach na Litwie.

Litewskie Narodowe Biuro Transplantacji (NTB) zostało założone w 1996 roku, czyli w tym samym roku co nasz Poltransplant.  Od siedemnastu lat bo od 2000 roku, dyrektorem NTB jest Pani Asta Kubiliene.

Karty historii litewskiego NTB

National Transplant Bureau

2000 – NTB ustanawia krajowy rejestr dawców i biorców dla ludzkich narządów, tkanek i komórek.

2001 – w imieniu Ministerstwa Zdrowia, NTB podpisuje umowę z Ministerstwem Obrony daje dostęp do korzystania z helikopterów wojskowych na transport narządów ( u nas robi się to od ponad 30 lat)

2002 – z inicjatywy NTB, utworzono  stowarzyszenie Balttransplant , łączące centra koordynacyjne przeszczepów w Estonii, Łotwie i Litwie.

2004 – Litwa jest jednym z 15 krajów europejskich, którzy wraz z przedstawicielami Komisji Europejskiej i Światowej Organizacji Zdrowia podpisały deklarację praską. Deklaracja ta przewiduje poprawę współpracy międzynarodowej w dziedzinie dawstwa i przeszczepiania narządów poprzez utworzenie europejskiej sieci przeszczepów. Ponadto, zgodnie z postanowieniami niniejszej umowy,

2006 – NTB podpisuje umowę o współpracy z polskim centrum koordynacyjnego transplantacji Poltransplant

2007 – NTB publikuje pierwsze wydanie jego okresowego biuletynu „Transplantacija”, który ma na celu informowanie społeczeństwa na temat donacji i przeszczepiania narządów.

2007 – jako jeden ze środków krajowych wdrożenia dyrektywy Parlamentu Europejskiego 2004/23 / WE i Rady (w sprawie ustalenia norm jakości i bezpiecznego oddawania, pobierania, testowania, przetwarzania, konserwowania, przechowywania i dystrybucji tkanek i komórek ludzkich)

2009 – Litwa przystąpiła do europejskiej organizacji wymiany narządów EOEO.

2010 – Biuro podpisał umowę o współpracy z Międzynarodowym Funduszem Eurotransplant.

Cały proces przeszczepiania narządów na Litwie jest umocowany prawnie, o czym stanowi  Ustawa Republiki Litewskiej o dawstwie i przeszczepianiu ludzkich tkanek, komórek i narządów z 1996 r. (Law of the Republic of Lithuania on the Donation and Transplantation of Human Tissues, Cells and Organs) oraz dwa rozporządzenia ministerstwa zdrowia. Do postanowień w litewskiej ustawie transplantacyjnej jeszcze wrócę, w kolejnych wpisach.

Jako ciekawostkę podam, że w 2016 roku, po raz pierwszy na Litwie biorca ( u którego wcześniej przeszczepiono nerkę) został dawcą, i pobrano u niego wątrobę po stwierdzonej wcześniej śmierci mózgu.

2016 był też rekordowym rokiem na Litwie pod względem liczby przeszczepień bo było ich 221.

Litwa, jak większość państw na świecie zmaga się z niedostateczną liczbą narządów potrzebnych do transplantacji. Wiedza na temat transplantacji jest znikoma i wymaga dużych nakładów edukacyjnych społeczeństwa. Z jednej strony Litwa jest członkiem Unii Europejskiej i podejmuje starania aby nadążać za europejskimi standardami, z drugiej strony graniczy z Białorusią czy nieopodal jest Rosja, gdzie co jakiś czas pojawiają się dramatyczne materiały nt. handlu narządami, co może też budzić niechęć w społeczeństwie i budzi. Jako przykład podam przypadek przedsiębiorczyni z Kowna, która była zdeklarowanym dawcą narządów i po niespodziewanej śmierci pobrano od niej narządy, co odbiło się licznymi materiałami prasowymi, poddającymi pod wątpliwość ideę transplantacji. Ten przykład, jak wiele też innych pokazuje, że litewska transplantologia boryka się z podobnymi problemami jak polska. Niemniej, sukcesywnie Litwini podejmują działania, aby budować zaufanie do donacji i transplantacji.

 

Przeglądając orzecznictwo sądów w zakresie transplantologii to tych wyroków jest niewiele. Niemniej, warto pochylić się nad niedawną sprawą, która trafiła przed Naczelny Sąd Administracyjny.

W wyroku NSA z 4 listopada 2016 r., sygn. akt I FSK 484/15, LEX nr 2142463, sąd stwierdził, że Pozyskiwanie, preparowanie i przechowywanie w warunkach ochronnych tkanek i jej elementów, świadczone przez podmiot leczniczy są objęte zwolnieniem z VAT jako usługi ściśle związane z usługami opieki medycznej.

Przedmiot sprawy

Przedmiotem sprawy była kwestia zastosowania zwolnienia określonego w art. 43 ust. 1 pkt 18 ustawy o VAT do usług polegających na pozyskiwaniu, preparowaniu i przechowywaniu przez nią materiału biologicznego, tj. tkanek i/lub elementów tkanek m.in. wymienionych w Narodowym Programie Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej na lata 2010-2020

w zakresie: zastawek serca, tkanek oka, skóry, tkanek mięśniowo-szkieletowych, błon łącznotkankowych błony owodniowej, ścięgien, więzadeł, łąkotek, oraz innych rodzajów tkanek i/lub elementów tkanek, które następnie będą sprzedawane podmiotom uprawnionym w celu dokonania przeszczepienia/terapii.

W sprawie chodziło o spółkę, która jest podmiotem medycznym , ale sama nie będzie samodzielnie dokonywać przeszczepień i przechowywania tkanek i narządów.

Spółka wyjaśniła, że dla celów planowanej działalności materiał biologiczny będzie pozyskiwany od dawców żywych oraz ze zwłok ludzkich spełniających stosowne przesłanki o charakterze medycznym do pozyskania materiału biologicznego. W dalszej kolejności, materiał biologiczny będzie transportowany do laboratorium, w którym zostanie on poddany szeregowi specjalistycznych czynności, zmierzających do przygotowania materiału do przechowywania. Przechowywanie odbywać się będzie w wyspecjalizowanej jednostce spółki, wyposażonej w odpowiedni sprzęt, gwarantujący, że materiał biologiczny zostanie zabezpieczony w taki sposób, że nawet po kilkuletnim okresie jego przechowywania będzie możliwe jego wykorzystanie do przeprowadzenia terapii lub leczenia u osoby chorej.

Fiskus się jednak nie zgodził na zwolnienie z VAT. Sprawa trafiła do NSA.

Zdaniem sądu fiskus nie ma racji wskazując, że usługi spółki będą miały jedynie potencjalny, hipotetyczny związek z terapią lub profilaktyką, ponieważ nie zaistnieje ich związek z terapią rozpoczętą bądź planowaną w określonej przyszłości. Zdaniem NSA wymóg, by świadczenie było ściśle związane z opieką medyczną, która została już przeprowadzona, rozpoczęta lub zaplanowana wymaga rozważenia z uwzględnieniem uwarunkowań dotyczących trybu przeprowadzania przeszczepów, wynikających z tak zwanej ustawy transplantacyjnej. Trzeba mieć na uwadze to, że tkanki i komórki pobrane w celu ich przeszczepienia trafiają do pacjentów z tak zwanej listy osób oczekujących na przeszczepienie. Umieszczenie pacjenta na tej liście oznacza, że jego leczenie jest w toku, ma być kontynuowane lub co najmniej jest zaplanowane. W tym też sensie mamy do czynienia z konkretnym pacjentem, którego tożsamości spółka nie musi znać w chwili pobierania materiału biologicznego od dawcy, bo to nie wyklucza uznania, że jej świadczenia będą ściśle związane z opieką medyczną. Przyjęcie warunku, zgodnie z którym w momencie świadczenia przez spółkę usług powinien być wiadomy i skonkretyzowany personalnie pacjent, byłoby zbyt ścisłą wykładnią tego przepisu, nieprzystającą do trybu postępowania dotyczącego przeszczepów i taką, która przekreślałaby cel tego zwolnienia.

NSA zwrócił uwagę, że spółka ulokowana jest niejako poza świadczeniem głównym, poza opieką medyczną (szpitalną) świadczoną przez inny podmiot na rzecz jej faktycznego odbiorcy. Swe usługi spółka będzie oferowała podmiotom leczniczym, uprawnionym do wykorzystania materiału biologicznego do przeszczepów, a więc podmiotom, które będą świadczyły usługę główną. Wszystko przemawia jednak za tym, że usługi spółki należy uznać za mające ścisły związek z opieką medyczną, ponieważ służą jej realizacji i są konieczne do jej przeprowadzenia. Są to usługi, które nie stanowią celu samego w sobie, bo inaczej trzeba by przyjąć, że ich istota na tym polega i do tego się sprowadza, by pobrać od dawców materiał biologiczny i go przechowywać, co w oczywisty sposób kłóci się z istotą i celem tych czynności.

Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację spółce

i uznał, że usługi opisane przez spółkę polegające na pozyskiwaniu, preparowaniu i przechowywaniu w warunkach ochronnych tkanek i jej elementów, świadczone przez podmiot leczniczy są objęte zwolnieniem od podatku od towarów i usług na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 18 ustawy o VAT, jako usługi ściśle związane z usługami opieki medycznej.

Niewątpliwie jest to ciekawy i korzystny wyrok dla niepublicznych podmiotów leczniczych ukierunkowanych na szeroko rozumianą komercjalizację w transplantologii.

Moimi rozmówcami są Gilbert Kolbe i Maciej Kuchta. Tych miłych, młodych mężczyzn poznałam na bloku operacyjnym. Są studentami drugiego roku pielęgniarstwa na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

– Student pielęgniarstwa? Ale naprawdę?

– Tak naprawdę.

– I nie żartujesz sobie ze mnie?

– Nie naprawdę studiuję pielęgniarstwo.

– Wow, podziwiam Cię.

– Dzięki, ja siebie też czasami 🙂

Dlaczego akurat pielęgniarstwo? Przez lata uważano, że to zawód wyłącznie zarezerwowany dla kobiet.

G.K.: Jestem na tym kierunku z potrzeby pomagania ludziom. W liceum zastanawiałem się jeszcze nad ratownictwem medycznym, jednak opieka nad moją chorą babcią skłoniła mnie do pójścia na pielęgniarstwo. Do dzisiaj nie żałuję. Jest to wspaniały zawód stwarzający wiele możliwości w rozwoju i pracy.

M.K.:  Na początku chciałbym  nakreślić jak to jest być studentem pielęgniarstwa, bo choć jest to coraz częściej spotykane, że w tym zawodzie można spotkać mężczyznę, to jednak nadal budzi dość spore zdziwienie i fascynację. I jak zawsze w życiu również i tutaj, są plusy i minusy.

To od czego zaczynamy?

M.K.: Aby skończyć miłym akcentem zacznę może od minusów, a plusy zostawię na sam koniec.

Muszę dodać, że wszystkie spostrzeżenia są moje i jest to forma wyrażenia mojego zdania na jakiś temat. Nie chcę tutaj generalizować i mówić, że tak jest zawsze.

Jednym z największych minusów jakie są, to chyba przekonanie, które zagnieździło się w głowie Polaków, że pielęgniarstwo jest zawodem przeznaczonym jedynie dla kobiet. I racja kiedyś tak może  było, ale czasy się zmieniają przez co zmieniają się też schematy, stereotypy i przede wszystkim zapotrzebowanie.

A jak to jest, być rodzynkiem wśród tylu dziewcząt?

G.K.: Bycie jednym z kilkunastu chłopaków na roku jest ciekawym doświadczeniem. W mojej grupie jesteśmy we dwóch, ale dziewczyny dobrze się z nami dogadują. Na początku trzeba było się przyzwyczaić, że rozmowy o paznokciach, zakupach i tego typu sprawach są na porządku dziennym.

MK Na początku było to trochę krępujące, szczególnie gdy miałem lepsze oceny, ale wraz z poznaniem grupy i ludzi to skrępowanie zanika i jest raczej czymś naturalnym. Czasem nawet koleżanki pomagają nam trochę 😉

Nie chcesz Gilbert powiedzieć, że dziewczyny nie mają innych zainteresowań?

G.K.: Nie, oczywiście, że nie. To w większości wspaniałe osoby, które nie są na tym kierunku z przypadku. Widać zaangażowanie i zainteresowanie, z jakim pracują na oddziałach i pomagają pacjentom. Empatia aż od nich bije. Nieprzypadkowo mówi się o pielęgniarkach jako o najlepszych żonach 😉

A jak traktują Was wykładowcy?

G.K.: Jeśli chodzi o stosunek wykładowców i prowadzących, to trudno ukryć, że z niektórymi przedmiotami jest łatwiej, ze względu na to, że wiele z nich jest prowadzone przez pielęgniarki, a one patrzą na nas, mężczyzn w mundurku pielęgniarskim, przychylnym okiem.  Tak samo jest, jeśli chodzi o resztę personelu w szpitalach. Ale nie mogę powiedzieć, że mogę się dzięki temu obijać, wręcz przeciwnie! Często to nas wołają, żeby pomóc w przeniesieniu cięższego pacjenta lub jakiegoś urządzenia.

M.K.: Ja postrzegam to jako plus 🙂 Jest lepsza komunikacja pomiędzy pielęgniarzem a personelem szpitalnym. Można to również zaobserwować w gronie studenckim, gdy między kobietami jest jakaś decyzja do podjęcia, to przydaje się męska stanowczość i pewność podjętych decyzji.

Mamy również większą wytrzymałość fizyczna. Większa siła oraz wytrzymałość  pozwala nam na wykonywanie cięższych prac bez negatywnych skutków, które odbijają się w przyszłości na zdrowiu. A poza tym są  wzrastające wraz ze zmianą oddziałów w czasie praktyk, propozycje pracy. Niedobór kadry męskiej powoduje, że mogę bezproblemowo wybrać na jakim oddzielę będę chciał pracować i wiem, że przyjdzie mi to dużo łatwiej. No i tak jak Gilbert wspomniał  wśród osób prowadzących zajęcia można czasami zaobserwować większą przychylność, a nawet gdzieniegdzie faworyzowanie w stosunku do studentów niż do studentek. I muszę tu przyznać, że to  ułatwia, a wręcz od czasu do czasu sprawia przyjemność w studiowaniu i motywuje  do dalszej pracy w roli pielęgniarza.

A pacjenci?

G.K.: Pacjenci za to bardzo często patrzą na nas jak na lekarza/studenta kierunku lekarskiego i muszę tłumaczyć im, że jestem przyszłym pielęgniarzem. A i tak większość pacjentów życzy mi na koniec zostania wspaniałym lekarzem.

M.K.: Pacjenci żyjąc w świadomości, że pielęgniarką może być tylko kobieta, widząc pielęgniarza zaczynają wchodzić w pewnego rodzaju barierę psychiczną. Dzieje się tak zapewne dlatego, gdyż jest to dla nich coś nowego i nie byli na to przygotowani. Każdy pacjent jest inny, dlatego nie chce tu generalizować. Zdarzają się  bowiem pacjenci bardzo zadowoleni i otwarci na pracę z mężczyzną.  Niestety, jednak częściej czuć pewien dyskomfort między pielęgniarzem a pacjentem. Może to wynikać też z tego, że kobiety są bardziej empatycznie nastawione do pacjentów. Ponadto moim zdaniem łatwiej jest przełamać takie emocję jak: wstyd, skrępowanie, brak pewności czy nawet zwykłe wyżalenie się w relacjach pielęgniarka-pacjent-pacjentka  niż pielęgniarz-pacjentka-pacjent. I to może mieć znaczny wpływ na pracę pielęgniarza i jakość pracy pielęgnacyjnej, badawczej, czy terapeutycznej.  Kobieta widząca młodego pielęgniarza może być do tego stopnia skrępowana czy zawstydzona, np podczas prostego badanie EKG, że wykonanie go będzie niemożliwe. Innym przykładem jest skrępowanie przy podawaniu wszystkich informacji podczas szczegółowego wywiadu z pielęgniarzem.

I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie, czy praca typowo pielęgnacyjna na oddziale jest idealna dla pielęgniarza? Czy może jednak są oddziały gdzie bardziej przydałaby się większa siła, inna odporność psychiczna czy też podejście do pacjenta.

Wybraliście już kierunek z dziedziny pielęgniarstwa?

M.K.: Ja już wybrałem i jestem tego pewien w 80% ale wiem że jeszcze sporo przede mną wiec nie chcę zamykać się na inne dziedziny. Chcę spróbować pracy na bloku jako instrumentariusz, ewentualnie po stronie anestezjologicznej.

G.K.: Aktualnie zamierzam rozwijać się w kierunku chirurgii (instrumentowania) oraz geriatrii. Pierwsza specjalizacja jest z pasji. Bardzo fascynują mnie operacje, szczególnie kardiochirurgiczne i to, jak wpływają na jakość życia pacjentów. To zawsze wielkie szczęście, gdy widzę na sali pooperacyjnej pacjentów, którzy są już po operacji i z wdzięcznością patrzą na nas i na naszą pracę. To daje bardzo pozytywnego „kopa”. Bardzo się cieszę, na samą myśl o byciu członkiem zespołu operacyjnego. Nie ukrywam, że tą pasje pomaga mi rozwijać Studenckie Koło Naukowe BeLivers pod Pani i Pana doktora Dariusza Wasiaka opieką. Pani, jako pielęgniarka instrumentariuszka, bardzo stara się zaszczepić w nas odpowiednie podejście do pracy, zainteresowanie, chęć do ciągłego rozwoju i nauki, właśnie jeśli chodzi o chirurgię, zwłaszcza transplantologiczną.

Dziękuję, to miłe słowa. A dlaczego geriatria?

G.K.: Natomiast, jeśli chodzi o drugą specjalizacje, to wynika ona wprost z tego, o czym mówiłem wcześniej – chęci niesienia pomocy i rozwijania geriatrii w Polsce. Moim celem jest podwyższenie poziomu opieki nad osobami starszymi i zapewnienie im oraz ich rodzinom pewności, że pod moim nadzorem na pewno wszystko będzie w możliwie najlepszym porządku. Uważam, że nadal istnieje za mało ośrodków, do którego można wysłać swoich bliskich w razie potrzeby i nie martwić się o ich stan, tylko odwiedzać ich, by po prostu przy nich pobyć, a nie sprawdzać, czy na pewno jest pod dobrą opieką. Tyle słyszy się o rażących zaniedbaniach w tego typu ośrodkach… to straszne. Takie miejsca powinny być raczej wzorem opieki nad drugim człowiekiem, a nie sposobem na szukanie oszczędności.  Jedno z moich marzeń to właśnie stworzenie Domu Spokojnej Starości z prawdziwego zdarzenia. Chciałbym, żeby osoby tam przebywające czuły stałą i pewną opiekę nad nimi. Żeby nie czuły się tam jak w więzieniu czy szpitalu, tylko jak w domu, gdzie nie będą ciągłymi gośćmi, ale domownikami. Chciałbym także zapewnić im towarzystwo, żeby nie czuli się odrzuceni i samotni. To właśnie te uczucia moim zdaniem powodują pogarszanie się stanu pacjentów w podeszłym wieku i je należy eliminować.

To bardzo trudna dziedzina. To interna szeroko rozumiana i jeszcze trochę…

G.K.: Drugim aspektem jest podejście do pacjenta geriatrycznego – musi być pełne zrozumienia, ostrożności i szacunku. Ci pacjenci są wyjątkowi, ze względu na to, że nie mają jednego typu chorób, jak na np. pulmonologii, tylko każdy pacjent ma inny „zestaw” dolegliwości. Do każdego trzeba podchodzić indywidualnie. Niektórzy są zmęczeni i potrzebują spokoju, a inni odwrotnie – potrzebują być aktywizowani. Mam ogromną nadzieję, że uda mi się spełnić moje marzenie i pozostawić po sobie pozytywny ślad w dziejach polskiego pielęgniarstwa.

Panowie rozmowa z Wami jest bardzo budująca i zmienia mój pogląd na ograniczenia płci w zawodzie pielęgniarki. Do tej pory myślałam, że owszem, oddziały zabiegowe, takie jak blok operacyjny są dobrym miejscem dla mężczyzny. Facet z facetem jakoś inaczej się dogaduje. Ale teraz widzę, że bardzo się myliłam, że mężczyzna może być świetnym opiekunem.

M.K.: Na zakończenie chcę dodać że mimo tego, że czasem jest nam łatwiej w niektórych pracach to nadal pielęgniarstwo jest czymś na swój sposób ciężkim dla mężczyzn i wiele się od niego wymaga. I czasem pewne rzeczy przychodzą nam  trudniej niż kobiecie. Mam też ogromną nadzieję, że będą o tym pamiętać osoby prowadzące zajęcia. Bo przecież jesteśmy tymi jedynymi  ‘’rodzynkami’’

Będę trzymała kciuki za powodzenie Waszych marzeń.

Rozmowę przeprowadziła Pani Marta Kotomska.

Dziękuję Wam serdecznie, A.