Aneta Sieradzka

Sieradzka&Partners

Specjalizuje się w prawie nowych technologii, ochronie danych osobowych i prawie medycznym.
[Więcej >>>]

23 marca br. Sejm uchwalił nowelizację ustawy transplantacyjnej, dostosowującą ją do wymogów UE. Nowe przepisy mają zwiększyć bezpieczeństwo biorców oraz dawców tkanek i komórek; umożliwiają np. śledzenie drogi przeznaczonych do przeszczepu tkanek od dawcy do biorcy. O czym mówiłam TUTAJ.

Wyniki głosowania parlamentarzystów, dostępne TUTAJ.

Warto zauważyć, że 4 posłów z PO i 2 z PiS było przeciw – to ciekawe dlaczego?

W posiedzeniach sejmowej komisji zdrowia, w których uczestniczyłam nie słyszałam głosów sprzeciwu, a jeśli pojawiały się jakieś wątpliwości od strony medycznej to perfekcyjnie zostały wyjaśnione przez Prof. Mariana Zembalę.

16 marca br. Senat, po rozpatrzeniu uchwalonej przez Sejm na posiedzeniu w dniu 24 lutego 2017 r. ustawy o zmianie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz ustawy o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów, przyjął tę ustawę bez poprawek.

Panie Ministrze, Polacy chętnie deklarują chęć oddania narządów, ale na deklaracjach się kończy bo przeszczepów robi się u nas, zdecydowanie za mało, patrząc na zapotrzebowanie i liczbę oczekujących pacjentów. Dlaczego tak jest?

K.R.:  To prawda, Polacy chętnie deklarują gotowość do oddania narządów. Niestety system ochrony zdrowia w Polsce boryka się z szeregiem problemów, a to również przekłada się na transplantologię, która wymaga szczególnej organizacji. Istotnym problemem jest również kwestia zaufania. W przestrzeni publicznej wciąż pojawia się pytanie „czy narządy na pewno pobiera się od zmarłych?”. Przeciwnicy transplantologii negują fakt śmierci mózgu oraz otwarcie sugerują brak profesjonalizmu czy jakieś ukryte interesy lekarzy transplantologów. Brak zaufania i nieuzasadnione obawy wobec uczciwości personelu medycznego powodują, że brakuje  narządów do przeszczepów.

Panie Ministrze, czy Poltransplant nie realizuje swoich ustawowych zadań?

K.R.: Koordynacja na poziomie centralnym to nie wszystko. Mamy dobrych koordynatorów transplantacyjnych, którzy niestety często nie mają co robić, przez co ich potencjał jest niewykorzystany. Problem zaczyna się już w pojedynczych szpitalach, w których lekarze nie weszli nawet na ścieżkę rozpoznawania śmierci mózgu, aby pobrać narządy. Szpitali, w których nie pobiera się narządów, jest w Polsce kilkaset.

To jak zachęcić dyrekcje szpitali i samych lekarzy aby chętniej pobierali narządy? Nie pobierają bo się boją?

K.R.: Temu poświęcone są zmiany będące już na etapie prac legislacyjnych. Przeprowadziliśmy analizę problemów polskiej transplantologii. Analizowaliśmy na przykład, jak finansować pobieranie narządów, czy narząd ma być transportowany do pacjenta, czy pacjent do narządu? Niechęć szpitali wynika też często z obaw dotyczących komunikacji z rodzinami osób zmarłych – wymaga to niezwykłej wrażliwości. Przepisy dotyczące śmierci mózgu zostały przeniesione z ustawy transplantacyjnej do ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Ta zmiana ma podkreślić, że śmierć mózgu nie jest stwierdzana tylko po to, aby pobrać narządy do celów transplantacyjnych – śmierć mózgu to koniec życia człowieka, który stwierdza się też po to, aby nie prowadzić leczenia zwłok. Rozpoznanie śmierci mózgu opiera się na stwierdzeniu nieodwracalnej utraty jego funkcji, ta definicja istnieje w Polsce od lat i nie powinniśmy się jej bać.

Żywe dawstwo narządów, tutaj też nie mamy się czym chwalić. Liberalizować czy penalizować prawo w tym zakresie?

K.R.: To jest jeden z punktów mocno dyskutowanych. Tutaj także niezwykle istotna jest kwestia braku zaufania do lekarzy. Trzeba być bardzo ostrożnym, aby tego braku zaufania nie pogłębiać rewolucyjnymi zmianami. W przypadku przeszczepień krzyżowych i łańcuchowych pobiera się narząd od osób niespokrewnionych i prawo nie nadąża tu za medycyną. Dla niektórych, nawet z punktu widzenia medycyny dobieranie osób niespokrewnionych do takich przeszczepień jest rozwiązaniem mocno zaskakującym. W związku z tym staram się być ostrożny w formułowaniu jednoznacznego stanowiska, jeśli chodzi o przepisy regulujące tę kwestię. To jest temat w debacie publicznej dla ekspertów, lekarzy, prawników, którzy też są w swoich opiniach podzieleni, nie reprezentują jednolitego stanowiska. Trzeba sobie zadać pytanie, czy wdrażając liberalne procedury, które umożliwią rocznie kilka przeszczepów od żywych dawców, nie powstanie wyraźne ryzyko spadku ogólnej liczby przeszczepów, gdzie narząd pochodzi od zmarłego dawcy – ponieważ to zmarli dawcy determinują rozwój transplantologii i liczbę przeszczepów. Reforma ukierunkowana na minimalne zwiększenie przeszczepów od żywych dawców, kosztem spadku przeszczepów, gdzie narząd pochodzi od zmarłego dawcy, nie ma sensu.

      Co mają robić lekarze aby pacjenci darzyli ich zaufaniem i szacunkiem?

K.R.: Wiele badań socjologicznych pokazuje, że mamy w Polsce problem z zaufaniem do drugiego człowieka, a to przekłada się również na relacje między pacjentami a lekarzami. Powinniśmy nieustannie dawać przykład swoją pracą i profesjonalizmem, że jesteśmy warci zaufania, i że to zaufanie jest niezbędne we właściwym procesie terapeutycznym, ale też z drugiej strony brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe, decydując się na bycie lekarzem w Polsce. Być może ten brak zaufania wynika z naszej historii.

Panie Ministrze, staramy się wdrażać międzynarodowe regulacje, ale idzie to wolno.   W 2015r. Polska podpisała w Santiago de Compostella konwencję dotyczącą przeciwdziałaniu handlu narządami oraz zwiększonej współpracy pomiędzy państwami. Czy Polska ma zamiar ratyfikować konwencję?

K.R.: Z pewnością tak. Penalizacja takich działań i wzmocnienie współpracy jest konieczne. A do tego potrzebna jest zmiana prawa. Obecnie jesteśmy w trakcie dwóch nowelizacji ustawy transplantacyjnej. Implementowanie zapisów konwencji wymaga dalszych zmian w ustawie.

Czy powinniśmy kłaść większy nacisk na międzynarodową wymianę narządów?

K.R.: Od lat sprowadzamy duże ilości szpiku z zagranicy i to jest bardzo dobry przykład współpracy. Jednak w kwestii wymiany narządów sytuacja jest nieco inna. Porządkowanie przepisów ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa, ale też względy etyczne. Trzeba wypracować rozwiązanie jak najlepsze dla pacjentów. Nadal toczy się dyskusja nad dużą nowelizacją ustawy transplantacyjnej. Zmiany muszą zachodzić najpierw na poziomie medycznym, środowisko lekarskie musi być zgodne i przekonane do działań.

Rozmawiając o prawie w medycynie, nie sposób pominąć refundacji kosztów zabiegów za granicą. Dlaczego pacjent musi czekać, zazwyczaj kilka miesięcy na decyzję ministerstwa zdrowia?

K.R.: Decyzje podpisuje minister zdrowia, ale te decyzje przygotowują eksperci. W przypadku pozytywnej decyzji musi być potwierdzona zasadność, skuteczność, bezpieczeństwo zabiegu oraz informacja, dlaczego w Polsce nie da się go przeprowadzić. W ten proces zaangażowani są konsultanci krajowi. Czasem zdarza się, że pacjenci po prostu nie chcą leczyć się w Polsce, co np. nie znajduje uzasadnienia w oczach ekspertów, specjalistów medycyny. Treść opinii nie zawsze pokrywa się z oczekiwaniami pacjenta.

Np. tysiące pacjentów wykonuje zabiegi zaćmy w Czechach, gdzie u nas z powodzeniem też wykonuje się takie zabiegi. Jak to wytłumaczyć?

K.R.: To jest sytuacja nieprawidłowa i wymaga zmiany. Na moją prośbę NFZ zmienił plan finansowy i wygospodarował w tym roku niemal 60 mln zł na zmniejszenie kolejek osób oczekujących na operację usunięcia zaćmy. Te dodatkowe środki pozwolą na przyjęcie ponad 24 tysięcy pacjentów.

Panie Ministrze, jest pan też lekarzem. Co Pan powie tym, którzy mają jeszcze wątpliwości aby przekonali się do bezpiecznej donacji narządów w Polsce.

K.R.: Transplantologia jest uznaną metodą leczenia, chociaż ciągle budzącą dreszcz emocji,  nacechowany aspektem relacji dawcy i biorcy, nawet jeśli dawcą jest osoba zmarła. To bardzo ważne, abyśmy wykształcili w sobie i bliskich postawę gotowości do darowania narządów w przypadku śmierci, zwłaszcza przedwczesnej. Śmierć mózgu jest stanem nieodwracalnym, to jest śmierć człowieka i koniec życia. Chciałbym też podkreślić, że śpiączka i śmierć mózgu to dwa różne stany. Medycyna nie myli tych rzeczy. Od osób w śpiączce nie pobiera się narządów. System organizacyjny pobierania i przeszczepiania narządów gwarantuje bezpieczeństwo całego procesu, w którym człowiek ma szansę otrzymać najpiękniejszy dar – życie.

 

Dziękuję za rozmowę.

Dzisiaj media obiegła wiadomość o śmierci Davida Rockefeller’a, który zmarł w wieku 101 lat.

Zmarł Rockefeller

Ten jeden z najbogatszych ludzi na świecie, w ciągu swojego życia przeszedł 7. transplantacji serca i dwukrotnie transplantację nerek.

Pierwszą transplantację serca miał w 1976 roku a ostatnią w 2016 r. – mając wówczas 99 lat.

W 1988 roku i 2004 przeszedł transplantację nerek.

A wszystko miało miejsce, w USA w kraju, gdzie każdego dnia średnio 22 osoby umiera z powodu braku dawcy narządu, a blisko 120 tysięcy oczekuje w kolejce na przeszczepienie. USA pomimo, iż są pionierem światowej transplantologii to również borykają się z problemem braku dostatecznej liczby dawców.

W życiu nic nie jest dane raz na zawsze. Nic. Ale nie o tym.

Zmarł Rockefeller

Skąd dowiedzieć się o dojrzałości społeczeństwa?

O dojrzałości społeczeństwa, także w kwestii wiedzy na temat donacji i przeszczepiania narządów można sporo się dowiedzieć, a co gorsza wypunktować smutne wnioski… czytając komentarze pod artykułami.

          >>> Zmarła Pani Profesor dr hab.n.med.UJ Hanna Dziatkowiak

Sięgając do kilku przypadkowo wybranych portali, w tym do Pokoju Adwokackiego i rzucając okiem na komentujących, to można się z lekka przerazić.

Czytaj dalej >>>

Klauzula OPT-OUT w pigułce

Aneta Sieradzka18 marca 2017Komentarze (1)

Inspiracji do dzisiejszego (weekendowego) wpisu dostarczył nie tylko medialny ostatnio konflikt na linii dyrekcja -lekarze jednego ze szpitali w Lublinie, lekarzy, którzy wypowiedzieli klauzulę opt-out,  ale też liczne pytania lekarzy, zwłaszcza tych młodych, tuż po studiach, rozpoczynających rezydentury, czy podpisujących kontrakty. Wśród członków naszego think tank’u Młodzi Menadżerowie Medycyny Polskiej Federacji Szpitali są też młodzi lekarze – przede wszystkim lekarze. Pytają jak to jest?

Dla kogo klauzula opt-out?

Pracownicy, którzy wykonują zawód medyczny (posiadają wyższe wykształcenie), którzy są zatrudnieni w podmiocie leczniczym wykonującym działalność leczniczą (stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne) MOGĄ po wyrażeniu zgody na piśmie być zobowiązani do świadczenia pracy w wymiarze przekraczającym 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowy, a przyjęty okres rozliczeniowy nie może być dłuższy niż 4 miesiące.

Charakter zgody:

  • Zgoda musi być wyrażona na piśmie;
  • Zgoda musi być DOBROWOLNA. Co oznacza, że nie  można do  niej nikogo przymusić poprzez szantaż, groźby czy argumentację typu „brakuje nam lekarzy”, „kto tu będzie pracował”, „przez ciebie zamkniemy oddział” – takie formy są niedopuszczalne i mogą mieć znamiona przestępstwa;
  • Zgoda musi być UPRZEDNIA, czyli wrażona przed podjęciem pracy;
  • Zgoda może mieć charakter OGÓLNY, oznacza to, że może obejmować więcej niż jeden okres rozliczeniowy, ponadto, może być wyrażona tuż przy zawieraniu umowy o pracę, ale także w trakcie trwania stosunku pracy.

Dyskryminacja a klauzula opt-out

Pracodawca, czyli np. dyrektor szpitala nie może podejmować ŻADNYCH działań, które mogą mieć charakter dyskryminujący wobec lekarza, który nie podpisał klauzuli opt-out.

Przykład: pomijanie pracownika przy podwyżkach, awansach, nagrodach, finansowaniu kursów, szkoleń, delegacji itp.

Jak zgodnie z prawem cofnąć zgodę na klauzulę opt-out?

Pracownik może cofnąć zgodę na pracę w ramach klauzuli opt-out, czyli w okresie przekraczającym 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym. Cofnięcie zgody musi być zawarte w formie pisemnej, skierowanej do pracodawcy z miesięcznym terminem wypowiedzenia.

78 godzin tygodniowo

Za pracę w wymiarze przekraczającym przeciętne 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym przysługuje pracownikowi wynagrodzenie. Przy podpisaniu przez lekarza klauzuli opt-out, określa się maksymalną przeciętną liczbę godzin pracy pomniejszając ją o wszystkie kalendarzowe godziny w tygodniu o godziny odpoczynków dobowych in tygodniowego, które muszą być lekarzowi udzielone w trakcie takiego tygodnia. Po wyliczeniu, maksymalna liczba godzin pracy w ramach klauzuli opt-out będzie wynosiła 78 godzin na tydzień i 312 godzin w miesiącu.

-> Istotne, że charakter pracy w ramach klauzuli opt-out odróżnia ją od pracy w godzinach nadliczbowych, która jak stanowią przepisy kodeksu pracy może wystąpić jedynie w sytuacjach szczególnych i niezaplanowanych.

-> Lekarz rezydent może także podpisać klauzulę opt-out na pełnienie dyżurów medycznych.

-> Pracodawca ma obowiązek prowadzić i przechowywać ewidencję czasu pracy pracowników oraz udostępniać ją organom właściwym do sprawowania nadzoru i kontroli nad przestrzeganiem prawa pracy.

 

Konkluzja dzisiejszego wpisu jest taka, że pacjent musi mieć szczęście aby trafić do wyspanego (nieprzemęczonego)  lekarza…

 

 

 

Profesor Wojciech Rowiński

Aneta Sieradzka15 marca 2017Komentarze (0)

14 marca minęła 3. rocznica śmierci Profesora zw. dr hab. n.med. Wojciecha Rowińskiego, wybitnego transplantologa, chirurga i nauczyciela akademickiego, który odszedł od nas w 2014 roku.

W 2014 roku zaczęłam też pisać  bloga…. Pamięci Profesora Rowińskiego dedykowałam książkę Tajemnice transplantacji, która powstała w 50. rocznicę przeszczepienia pierwszej nerki w Polsce, w której Profesor Wojciech Rowiński uczestniczył. Nie tylko dla mnie, Profesor jest Autorytetem.

A poniżej, fragment ze wstępu, który napisałam w Tajemnicach transplantacji:

„Panu Profesorowi Wojciechowi Rowińskiemu zawdzięczamy obecny kształt polskiej medycyny transplantacyjnej, która spełnia światowe standardy. Nieskazitelne zasady i wartości, które towarzyszą w trudach codziennej pracy transplantologom, których dobrem najwyższym jest zawsze pacjent. Profesor Wojciech Rowiński od podstaw stworzył Katedrę i Klinikę Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Akademii Medycznej w Warszawie, rozpoczynając od oddziału szpitalnego i rozwijając go w zespół klinicystów dokonujący przeszczepień trzech narządów. Profesor Wojciech Rowiński  był wybitnym lekarzem i nauczycielem akademickim, chirurgiem   i transplantologiem. Był niezwykłą osobowością. Dobrym Człowiekiem. Potrafił łączyć i zjednywać. Pozostawił po sobie trwały ślad – to wybitne grono transplantologów, które wykształcił i uformował. „

Profesor Wojciech Rowiński we wspomnieniach

Poniżej wybrane fragmenty pochodzące z książki Tajemnice transplantacji

Profesor zw. dr hab.n.med Janusz Wałaszewski: „Profesor był także m.in. inicjatorem uchwalenia Narodowego Programu Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej – rządowego programu mającego na celu zapewnienie wsparcia finansowego dla transplantologii w Polsce, współzałożycielem Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego, członkiem wielu polskich i zagranicznych instytucji, badaczem cenionym w skali świata. Bez niego dużo trudniej byłoby przygotować pierwszy projekt ustawy transplantacyjnej. Potrafił zaangażować ludzi do współdziałania, miał charyzmę i talenty przywódcze.”

Profesor zw. dr hab. n.med.  Roman Danielewicz: „Profesor nie tylko uczył nas medycyny, chirurgii i transplantologii, lecz także własnym przykładem wskazywał, jak poważnie traktować nasz zawód i jak służyć chorym, być wobec nich uczciwym, rzetelnym i życzliwym. „

Marta Kotomska, PhM: „Krążą anegdoty o tym, jak z profesorem Wałaszewskim dzielili się kanapkami, bo jeden lub drugi nie zdążył pojechać po pracy do domu.”

Dr hab.n.med. Maciej Kosieradzki: ” Uczył nas podejścia do pacjenta. Tego, że nasza praca wymaga skupienia i ciągłego dokształcania się, analizowania przypadków, porównywania ich z innymi, które już ktoś opisał, by rozwiać swoje wątpliwości, upewnić się. Profesor Rowiński miał ogromną wiedzę, a gdy czegoś nie wiedział, nie wstydził się do tego przyznać i poszukać odpowiedzi. Kiedyś wymyśliliśmy jakiś bardzo nowoczesny projekt badania, przyszedłem do niego i zacząłem opowiadać. Odpowiedział, że na razie nie może ze mną o tym porozmawiać, ale żebym dał mu dwa tygodnie, to się dokształci. Na kolejnym spotkaniu był już świetnie zorientowany w temacie, dał mi mnóstwo cennych wskazówek. Profesor uczył się przez całe życie, do swoich ostatnich dni. Mniej więcej w wieku 70 lat profesor nauczył się obsługiwać komputer. I to biegle. Dla niego nie było barier.”

Profesor PAN dr hab.n.med. Marek Durlik: „Myśmy pracowali w trudnych warunkach jeszcze przy ul. Chałubińskiego w starej anatomii, gdzie mieścił się zakład chirurgii transplantacyjnej PAN, i tam profesor Rowiński przychodził popołudniami po pracy, jeszcze jak nie był kierownikiem kliniki, tylko lekarzem. Ja byłem wtedy bardzo młodym lekarzem, siadaliśmy i rozmawialiśmy o naszych marzeniach, o tym, co można byłoby zrobić, jakie metody zastosować. Rozmawialiśmy i wykonywaliśmy różnego rodzaju eksperymenty, często do późnej nocy, a czasami do rana. I nikt za to nie płacił, żeby było jasne. „